Mój śp. ojciec, prof. Tadeusz Bartkowski, geograf, autor wielu podręczników akademickich, m.in. Kształtowanie i ochrona środowiska, zajmował się ekologią. Powtarzał często, że ze słów Boga: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28) – wynika odpowiedzialność każdego człowieka, a szczególnie katolika, za środowisko naturalne. Mądra ochrona środowiska, bez paniki, bez lęku, bez poczucia winy, jest niewątpliwie naszym zadaniem. Ekologia nie może być jednak religią. A przypadków wyznawczego podejścia do ekoreligii, niestety, jest coraz więcej.


EKOKLOSZARD

 

Oto Jerzy – radykalny ekolog. Nie powoduje degradacji środowiska naturalnego, ponieważ nie używa detergentów ani aerozolów, codziennie oszczędza energię, bo nie korzysta ze zmywarki, pralki oraz innych urządzeń elektrycznych i nie zapala lamp. Nie ma samochodu i absolutnie nigdy nie lata samolotami. Jeździ rowerem, jest zaangażowany w aktywny recykling surowców wtórnych. Nigdy nie kupuje nowych ubrań, wszystko, co nosi, jest „z drugiej ręki”. Jego żywność jest w stu procentach ekologiczna, nie kupuje żywności produkowanej przemysłowo. Nie ma dzieci, przez co jeszcze silniej redukuje swój „cieplarniany ślad” na Ziemi. Robi wrażenie?

/

Jerzy jest kloszardem. Nie myśli o sobie w kategoriach proekologicznych, raczej „do następnego jabcoka”, jednak jest uosobieniem konsekwentnej realizacji idei ekoreligii. A choć może się to nam wydać szokujące, w USA istnieją grupy ekofanatyków zbliżające się do kloszardziego ideału - odmawiają kupowania jedzenia, a żywią się wyłącznie jedzeniem „z odzysku”. Została już nawet ukuta nazwa na ekokloszarda: „freegan” .

 

EKODEPOPULACJA 

 

W biografiach wielu działaczy (a zwłaszcza działaczek) ruchów ekologicznych pojawia się często wspólny wątek: doświadczenie aborcji i lęk przed posiadaniem potomstwa. Doskonałym tego przykładem jest np.

 

Toni Vernelli, która w wieku 16 lat postanowiła, że nigdy nie będzie mieć dzieci. Jako 19-latka poprosiła lekarza o sterylizację, ten jednak odmówił. Mając 25 lat, mimo stosowania antykoncepcji, zaszła w ciążę z jednym ze swych partnerów seksualnych. Pomyślała wówczas: „Byłoby niemoralną rzeczą rodzić dziecko, co do którego byłam silnie przekonana, że byłoby tylko ciężarem dla świata”. Dokonała więc aborcji, po której coraz usilniej dążyła do wysterylizowania się. Jako motyw podawała ocalenie planety. Dopięła swego w wieku 27 lat, a jej kolejny mąż obdarował ją z tej okazji kartką gratulacyjną. Dobiegająca czterdziestki Toni pracuje dziś pełnoetatowo na rzecz walki z globalnym ociepleniem, szczególnie popiera ruchy dążące do zredukowania liczby ludzi na Ziemi.


Jej działalność współgra z aktywnością niektórych organizacji ekologicznych, jak np. Optimum Population Trust (OPT), która postuluje, iż podstawowym rozwiązaniem „problemu globalnego ocieplenia” jest wprowadzenie restrykcyjnych praw ograniczających liczbę dzieci w rodzinie. Organizacja powołuje się na publikację amerykańskiego bojownika na rzecz praw zwierząt Cartera Dillarda, który domaga się karania rodzin posiadających więcej niż dwójkę dzieci, tak jak robi się to w Chinach w ramach „polityki jednego dziecka”. Autor ten uważa, iż jedyną prawdziwą wolnością jest „wolność od bycia niepokojonym obecnością innych ludzi”.

 

Z raportu Optimum Population Trust pt. Mniej emitujących, mniej emisji, niższe koszty z 2007 roku wynika, że dzięki przymusowej antykoncepcji, aborcji i sterylizacji można doprowadzić do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o 34 miliardy ton rocznie.

 

EKOUNICESTWIENIE


W 2006 roku prestiżowe wydawnictwo Oxford University Press wydało książkę pt. Better Never To Have Been: The Harm Of Coming Into Existence (Lepiej było się nigdy nie urodzić: krzywda zaistnienia). Jej autor, profesor David Benatar z Uniwersytetu w Cape Town, jest antynatalistą, tzn. argumentuje, że rodzenie dzieci jest zawsze złem. Główną tezą jego dzieła jest twierdzenie, iż świat byłby lepszy, gdyby ludzkość w ogóle wymarła. Pogląd ten znajduje nawet zagorzałych zwolenników. Zrzeszają się oni w Voluntary Human Extinction Movement (Ruchu na Rzecz Wyginięcia Rodzaju Ludzkiego). Alternatywą do zgubienia milionów gatunków roślin i zwierząt na Ziemi jest dobrowolne wyginięcie jednego tylko gatunku: Homo sapiens – twierdzą członkowie organizacji.

 

Są ludzie, którzy tak przejęli się tego typu poglądami, że postanowili je nie tylko propagować, lecz także nimi żyć (czy raczej umierać). Na przykład w Melbourne na oddział psychiatryczny szpitala trafił 17-letni chłopak, któremu obezwładniające poczucie winy nie pozwalało nawet na wypicie wody ze strachu przed przyczynianiem się do globalnego ocieplenia. W raporcie opublikowanym na łamach „Australian and New Zealand Journal of Psychiatry” (nr 42/4/2008) czytamy: „Pacjent głęboko wierzy, że ze względu na zmiany klimatyczne, picie przez niego wody spowoduje w ciągu kilku dni śmierć milionów ludzi przez pozbawienie ich zasobów wody”.

 

EKONIEKONSEKWENCJA

 

Nawoływanie do ekologicznego życia nie obejmuje jednak ekologii płciowości. Pewne rzeczy są dla ekowyznawców niewyobrażalne. Na przykład: jak można „ograniczać ekspresję wolności seksualnej człowieka”, czyli innymi słowy dążyć do wierności jednemu partnerowi, czystości płciowej i posługiwania się naturalnymi metodami planowania rodziny? Ekofanatyczki, które nie zjedzą marchewki innej jak z ekologicznej uprawy, jednocześnie przez całe lata szprycują się antykoncepcją hormonalną, która wydalana następnie z moczem jest jednym z głównych czynników zagrażających środowisku naturalnemu.

/

Badania wielu naukowców, m.in. dr Karen Kidd z Uniwersytetu New Brunswich i Kanadyjskiego Instytutu Rzek, wskazują jednoznacznie na zagrożenia dla środowiska związane ze skażeniem wód jezior i rzek oraz zbiorników wody pitnej sztucznym estrogenem pochodzącym z pigułek antykoncepcyjnych. Po wydaleniu z moczem hormony te trafiają do wody, przez co powodują feminizację wielu ptaków, ssaków i ryb. Oznacza to powstawanie przewagi liczebnej osobników płci żeńskiej i niedorozwój osobników płci męskiej. W rezultacie zaburzone zostaje rozmnażanie i pojawia się zagrożenie dla egzystencji całych gatunków zwierząt. Dotyczy to m.in. szpaków, mew, rybitw, aligatorów, żółwi oraz wielu gatunków ryb. O tym jednak, że antykoncepcja hormonalna stanowi poważne zagrożenie dla przyrody, nawet najbardziej radykalni ekologowie nie wspominają. Widocznie poza ekoreligią istnieje inna ważniejsza religia, której czcicielami pozostają.

 

Bogna Białecka

 

Tekst ukazał się w kwartalniku FRONDA nr. 53/2009. ZAPRASZAMY NA STRONĘ KWARTALNIKA!