- Słychać było krzyk męża: „Asia, Asia”. W tle było dużo głosów, ale nie można było ich rozpoznać. Były trzaski, krzyki. Trzaski były krótkie, ostre dźwięki. Tak jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu – zeznała według tygodnika „Wprost” żona polityka, Joanna Krasowska-Deptuła.
- Według ustaleń duża część, więcej niż 5-6 telefonów komórkowych, było włączonych tuż przed katastrofą. Były to telefony także osób, które słynęły z tego, że bardzo rygorystycznie przestrzegały zasad bezpieczeństwa w samolocie, jak np. ministra Wassermanna. Można zastanawiać się, dlaczego w zapewne ostatnich sekundach ci ludzie włączyli komórki. Cała procedura włączenia telefonu trwa ok. 15-20 sekund i jeśli założyć, że to włączenie było związane z poczuciem zagrożenia, o którym chcieli poinformować kogoś, na przykład kogoś z rodziny, to znaczy, że od momentu pojawienia się zagrożenia do momentu, w którym nie mogli już nic zrobić, musiało minąć co najmniej 15-20 sekund. To nam wyznacza okres, w ramach którego możemy się domyślać, co się wydarzyło. To są jednak domniemania – faktem jest na pewno, że komórki były włączone i że od chwili, która wywołała poczucie potrzeby ich włączenia, do momentu uruchomienia aparatu, musiało minąć 15-20 sekund – mówił w połowie października szef zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz portalowi Fronda.pl.
sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

