Nic to. Czytam dalej. „Wystarczy odwrócić proporcje osób homo i heteroseksualnych, żeby nagle świat zaczął wyglądać zupełnie inaczej”. Coś w tym jest. Gdyby odwrócić te proporcje świat w bardzo szybkim czasie pozbyłby się ludzi, natura odetchnęła by z ulgą – smród cywilizacji odszedłby w niebyt, betonowe pustynie miast pokryłyby się zielonym dywanem dżungli, zwierzęta powróciłyby na swoje dawne terytoria i bez żadnych przeszkód mogłyby się rozmnażać... wróć! Jakie rozmnażać? Przecież proporcje odwrócone, samce ganiają za samcami, samice za samicami, młodych z tego nie będzie. Znikną ludzie, znikną zwierzęta, a po nich znikną rośliny bo wyginą homoseksualne owady i nie będzie komu zapylać. Pozostanie jałowa skała wisząca gdzieś w kosmosie, skała bez nazwy bo nie będzie już nikogo, kto by tę nazwę pamiętał. Apokalipsa dokonana i po co było wymyślać te wszystkie bronie masowej zagłady? Wystarczyło po prostu odwrócić proporcje.
No dobra, zapędziłem się nieco. Mała Mi, którą przywołałem na początku reklamuje słuchowisko pt. „Bagaż podręczny”, które ma uświadomić słuchaczom „jak bardzo umowne są kryteria, w myśl których dzielimy się na grupy, i jak bardzo przypadkowy jest los, umieszczający nas w grupie dyskryminowanej lub dyskryminującej”. I muszę się zgodzić, te kryteria są bardzo kruche, tak kruche jak osoba je ustalająca: jeżeli jest to człowiek, będą się zmieniać średnio raz na pokolenie; jeżeli jest to Bóg – będą trwałe i niezmienne a dyskryminowana nie będzie żadna grupa tylko zło. Po prostu, tylko tyle i aż tyle. Jednak by to zrozumieć człowiek musi ściągnąć samego siebie z ołtarza i oddać go Temu, komu on się należy. Kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu wszystko jest na właściwym miejscu i żadnych proporcji nie trzeba odwracać.

