Marta Brzezińska: Organizuje Ksiądz marsze w obronie życia poczętego w Polsce. Czy spodziewał się Ksiądz, że manifestacja w Berlinie spotka się z taką agresywną reakcją?
Ks. Tomasz Kancelarczyk: Młodzieży, która jechała do Berlina od początku mówiłem, że tego marszu obawiam się nawet bardziej niż manifestacji w Rzymie. Miałem sygnały od organizatorów, również się boją i od razu wiedziałem, że będzie to trudny marsz. Dostaliśmy na przykład zalecenie, by zabrać ze sobą materiały tylko i wyłącznie zaaprobowane przez organizatorów.
Nie chcieli zgodzić się na jakieś materiały, które przygotowaliście z własnej inicjatywy?
Organizatorzy berlińskiego marszu mieli pewne zastrzeżenia jeśli chodzi o flagi z naszkicowanym płodem ludzkim, co mnie osobiście nieco zdziwiło. Na miejscu jednak zobaczyliśmy, że marsz w Berlinie ma nieco inną konwencję. To przemarsz w całkowitej ciszy, którego uczestnicy niosą białe krzyże. Niektórzy mają ze sobą jedynie tabliczki z napisami „Marsz dla życia” czy „Europa bez aborcji i eutanazji”.
Jak zostały przyjęte osoby, które niosły krzyże?
Przyznam szczerze, że ten pomysł od początku wydawał mi się nie do końca dobry. Już wyjaśniam dlaczego. W tłum osób idących w obronie życia wchodzili ich przeciwnicy, odwracali krzyże do góry nogami i tak ostentacyjnie je nieśli. Mało tego, na krzyże nakładali prezerwatywy. Nasza młodzież była zbulwersowana. Niemieccy obrońcy życia musieli ich uspokajać, bo moja grupa od razu chciała się rzucić do obrony krzyża i, delikatnie mówiąc, przepędzić bluźnierców.
Jakie hasła pojawiały się ze strony przeciwników marszu dla życia?
„Żadnego Boga!”, „Nie ma Boga” czy „Wasze dzieci będą takie jak my”. Było mnóstwo haseł antykościelnych. Krzyczały to osoby homoseksualne, a wiem to, bo kiedy widzę dwóch całujących się mężczyzn lub parę całujących się kobiet, to chyba nie trudno zgadnąć, jaka jest ich orientacja seksualna. Byli tam także mężczyźni przebrani w kobiece stroje, czy osoby w ogóle wyglądające bardzo wulgarnie. Zachowywali się bardzo głośno, mieli ze sobą gwizdki. Kiedy ktoś z obronców życia miał powiedzieć świadectwo, gwizdy był tak głośne, że nie dało się nic usłyszeć.
Jaka była ogólna atmosfera marszu?
Taka, z jaką nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej, w żadnym innym miejscu. Z moją ekipą młodzieży objeździliśmy już kilkanaście marszów w obronie życia w Polsce i za granicą. Owszem, czasem dochodziło do drobnych incydentów, ale tego, co zobaczyliśmy w Berlinie, jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy.
Obrońcy życia mogli liczyć na wsparcie policji?
Policji było bardzo dużo. Uzbrojenej, jak na regularną walkę, w kamizelki, butle z gazem. Bardzo dużo było wozów policyjnych. Okazało się, że policjanci są bardzo potrzebni – oddzielali od maszerujacych i wywozili najbardziej agresywnych oponentów. To był całkiem odmienny marsz dla życia, niż te, jakie są u nas w Polsce.
Mówi Ksiądz „całkiem odmienny marsz”. Oczywiście, w Warszawie nikt tak brutalnie nie zaatakował maszerujących obrońców życia, ale czy ta agresja w Berlinie nie jest odbiciem postawy z jaką w ogóle spotykają się postulaty pełnej ochrony życia? Mówię o ogólnej tendencji do wyśmiewania i lekceważenia takich postulatów. Obrońcy życia w USA, którzy modlą się pod klinikami aborcyjny nie raz zostali zaatakowani.
Ciężko mi powiedzieć coś więcej na temat ogólnej tendencji, bo ja w niemieckich marszach dla życia nie uczestniczyłem, ale z wielu relacji wiem, że tam tak po prostu jest. Tam osoby broniące życia spotykają się z wielką agresją. Podczas jednego z marszów oponenci wręcz wydzierali im krzyże z rąk. U nas, w Polsce nie spotykam się z taką tendencją. Same marsze cieszą się u nas coraz większą popularnością. Aby uprzedzić takie zachowania my nie możemy nie rozwijać ruchu marszowego! Ja już kilka lat temu mówiłem znajomym w Szczecinie: „Jeśli nie chcecie mieć tu za kilka lat gejowskiej parady takiej jak w Berlinie, to rozwińmy ideę marszu dla życia”. Chodziło mi o zadziałanie na zasadzie wyprzedzenia pewnych faktów. U nas ta contra na szczęście nie jest jeszcze tak rozwinięta jak w Niemczech, ale nie oznacza to, że możemy spocząć na laurach.
Rozumiem, że Księdza grupa nie znięchęciła się reakcją Niemców?
Przeszła raczej chrzest bojowy. Młodzież pierwszy raz była w tym roku na berlińskim marszu w obronie życia. Ze Szczecina mamy tam bardzo blisko i myślę, że już co roku będziemy wspierać niemieckich obrońców życia. Bo to jest także nasza sprawa. Bardzo ważna.
Rozmawiała Marta Brzezińska















