„Przecież nie cały polski Kościół ma twarz abp. Józefa Michalika czy Tomasza Terlikowskiego”- perorował niedawno w przypływie oburzenia Wojciech Maziarski z „Newsweeka”. Zapewne redaktor naczelny tego tygodnika i jego wypowiadający się na tematy Kościoła kumple z polskich mediów sięgnęli po „Raport o stanie wiary w Polsce” z wypiekami na twarzy. Szukali w niej kolejnych dowodów reakcjonizmu abp. Michalika, który inspirowany pytaniami dwóch talibów z Frondy, Tomasza Terlikowskiego i Grzegorza Górnego, zabawi się w Savonarolę z Torunia i będzie ciskał werbalnymi płomieniami w jedynych akceptowanych przez fan klubowiczów „Klubu Jezusa”, „otwartych” katolików. Dzisiejsi zwolennicy ukarania Marianów za „kneblowanie” ks. Bonieckiego pewnie aż wiercili się na fotelu czekając na rozwinięcie myśli, którą hierarcha postawił w 1991 roku, że: „Katolik ma obowiązek głosować na katolika, chrześcijanin na chrześcijanina, muzułmanin na muzułmanina, żyd na żyda, mason na masona, komunista na komunistę, każdy niech głosuje na własne sumienie". Widok zawiedzonych twarzy postępowych wyzwolicieli polskiego Kościoła spod panowania zaściankowości jest zapewne bezcenny. Okazuje się bowiem, że Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski nie mówi w wywiadzie niczego co by w jakiś szczególny sposób „było na prawo od papieża”. W bardzo czytelny sposób rozbraja również wszystkie mity jakie narosły wokół jego zmitologizowanej wypowiedzi sprzed 20 lat. Abp. Józef Michalik przedstawia w wywiadzie spójną wykładnie nauki Kościoła katolickiego więc każdy, kto elementarnie zna stanowisko Kościoła w kluczowych sprawach, nie będzie zaskoczony. Natomiast wywiad „Raport o stanie wiary w Polsce” jest ciekawy z innych względów. Pierwszy raz możemy zapoznać się bliżej z poglądami tak ważnej osoby w polskim Kościele jaką jest przewodniczący Konferencji Episkopatu, który nie obawia się odpowiedzieć na trudne pytania o kwestie lustracji, Komisji Majątkowej, homoseksualizmu w Kościele czy skandali pedofilskich. Tematy te są nośne medialnie jednak w moim przekonaniu najciekawszymi fragmentami książki są te, mówiące o dzisiejszej kondycji kapłaństwa i zaangażowaniu katolików w politykę. Szczególnie ta ostatnia kwestia nie jest zaczadzona poprawnością polityczną i narracją narzuconą przez laicystów, którzy najchętniej widzieliby katolików w katakumbach.

Już dziś w recenzjach książki zaczyna krążyć kilka bom motów hierarchy. Chyba do klasyki przejdzie bardzo słuszne stwierdzenie arcybiskupa, że "księża więcej czasu spędzają przed telewizorem niż przed Najświętszym Sakramentem". Jednak hierarcha nie należy do księży celebrytów, którzy kochają rzucać medialne powiedzonka, które później jako znaki firmowe zastępują prawdziwe oblicze Kościoła. W książce widać ,że abp. Michalik naprawdę kocha ludzi i często powołuje się na historie i opowieści zwykłych osób ,które obrazują omawiany problem. Nie zawsze mamy do czynienia z takim nastawieniem biskupów. Dobrze to charakteryzował ks. Dariusz Madejczyk w swojej recenzji wywiadu z „Przewodniku katolickim”, który napisał ,że: „abp. Michalik okazuje się przede wszystkim duszpasterzem, który pochyla się nad człowiekiem. Potrafi przytoczyć historie ludzi, których spotkał, którzy poruszyli go swoją wiarą, zaufaniem do Boga, tym, co przeżyli. W gruncie rzeczy wyczuwa się, że bliżej jest mu do człowieka i jego różnych doświadczeń życia niż np. do funkcji przewodniczącego KEP, którą pragnął ograniczyć do jednej kadencji”. Abp. Michalik wskazuje na wiele ciekawych kwestii w sprawie samego Kościoła i kapłaństwa. Duchowny wiele miejsca poświęca dywagacji na temat psychologicznej gotowości młodych ludzi do pójścia trudną drogą kapłaństwa i dzisiejszym wyzwaniom stojącym przed księdzem. „Jeśli ksiądz nie ma czasu na adorację Najświętszego Sakramentu, to może pakować walizki”- mówi i dodaje ,że: „katolicka tożsamość kapłańska musi być uniwersalna. Musi przejawiać się we wszystkich elementach życia: myśleniu, mówieniu, zachowaniu, ale też w stroju duchownym. To trzeba bez przerwy przypominać świeckim i księżom. Zarazem trzeba mieć świadomość, że nie jest ot wcale problem nowy. Już w XVI wieku Synod Łęczycki apelował do księży, by nosili strój duchowny”. Bez wątpienia słowa hierarchy można również odnieść do tych duchownych, którzy wolą paradować w mediach i celebrować swój celebrytyzm niż głosić trudną i niepasująca do dzisiejszych świeckich dogmatów naukę Chrystusa. Abp. Michalik odnosi się również do problemu „kremówkowego” Jana Pawła II i tego, że Polacy nie słuchają jego nauk na temat antykoncepcji. „ Oczywiście, że w wielu sprawach Polacy nie słuchają Kościoła i papieża. Czy jest to jednak porażka Jana Pawła II?”- pyta duchowny i kontynuuje: „ A czy porażką Jezusa było to, że Go ludzie nie słuchali, lecz ukrzyżowali? Gdyby stosować tę miarę, to Chrystus byłby bankrutem, bo pod krzyżem nie pozostał niemal nikt z tych tłumów, które go wcześniej otaczały”- zauważa hierarcha. Ma on oczywiście rację. Należy jednak pamiętać, że po śmierci Jezusa, jego uczniowie zrobili wiele by zbudować na jego naukach Kościół. Czy polscy hierarchowie robią wystarczająco dużo by szerzyć niełatwą naukę Jana Pawła II, który był jednym z najwybitniejszych naszych myślicieli? Czy polscy hierarchowie wspierają wystarczająco inicjatywy, które mają na celu szerzenie głębokiej myśli Karola Wojtyły a nie tylko skupiać się na „kremówkowych” wspomnieniach papieża każdego 2 kwietnia? Część odpowiedzi na te pytania można znaleźć w wywiadzie z abp. Michalikiem. Inne wymagają oddzielnego wywiadu rzeki.
Większość recenzentów książki będzie zapewne skupiać się na drażliwych kwestiach lustracji i Komisji Majątkowej. I słusznie. To wciąż poważne problemy Kościoła, które czasami łączą się, gdy mamy do czynienia z kontynuowaniem znajomości byłych esbeków z księżmi, które mają wpływ na dzisiejsze problemy Koścoła. Abp. Michalik jest pewnym wyjątkiem w polskim episkopacie i nie potępia z góry lustracji, mimo tego, że również sam miał nieprzyjemne doświadczenia z lustracją. Hierarcha wiarygodnie jednak tłumaczy fakt rejestracji swojego nazwiska w aktach SB i szybkiego wyrejestrowania go z listy tajnych współpracowników. „ Byłem i jestem zwolennikiem lustracji, nawet za cenę tych przykrości, których doświadczyłem. Po pierwsze trzeba wyraźnie powiedzieć, że współpraca agenturalna z wrogami Kościoła oraz donoszenie na bliskich i znajomych to zło moralne. Po drugie- chociaż mówi się, że większość akt SB została zniszczona- to jestem pewien, iż duża część teczek ocalała. I tymi teczkami nadal prowadzona jest gra. Dlatego tym bardziej lustracja jest potrzebna”- mówi Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Jest to bardzo ważne stanowisko bowiem przykład jak traktuje się ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego czy wielu oddanych Kościołowi dziennikarzy ,którzy zajmowali się lustracją, pokazuje, że antylustracyjny front polskiego kościoła hierarchicznego jest dosyć mocny. Do problemów z przeszłością czy kwestią działalności Komisji Majątkowej, która obrosła niewyobrażalną ilością mitów i antyklerykalnej propagandy, a które abp. Michalik skutecznie punktuje, warto dorzucić jeszcze jego przemyślenia na temat homoseksualistów w Kościele. Terlikowski z Górnym pytają hierarchę o jego opinię na temat instrukcji Kongregacji Wychowania Katolickiego, która zakazuje udzielania święceń kapłańskich homoseksualistów. „Nie mam wątpliwości, że Kościół nie chce dyskwalifikować osób o skłonnościach homoseksualnych. Sam Jezus mówił, że niektórzy ludzie rodzą się niezdolni do małżeństwa. I takie są wobec nich plany Boże. Kościołowi chodzi jednak o wierność prawu naturalnemu i prawu Bożemu. Dlatego Kościół nigdy nie może zgodzić się na grzech. W tym przypadku wybór drogi kapłańskiej nie jest zamknięty z powodu samej skłonności, lecz niezdolności pójścia drogą czystości. Zawsze otwarte pozostaje pytanie, jakie są motywacje osób homoseksualnych czy heteroseksualnych, które decydują się na kapłaństwo”- mówi abp. Michalik. Opinia hierarchy jest bez wątpienia wyważona i pełna wyrozumiałości dla osób homoseksualnych. Bez wątpienia nie ma ona nic wspólnego z wizerunkiem abp. Józefa Michalika jako zabetonowanego „mohera” , który na dodatek jest „zaczadzony PiS-em”, jak starają się nam wmówić niektórzy „przyjaciele” Kościoła. „Kościół rozumie słabość człowieka, że z pewnych sytuacji bardzo trudno się wywikłać. I takim osobom proponujemy, by – jeśli nie mogą zachować pełnej jedności sakramentalnej z Kościołem – to przynajmniej zachowali ją w wierze, poprzez modlitwę i w tęsknocie miłości”- mówi hierarcha. To nie są słowa Savonaroli.
„Raport o stanie wiary w Polsce” zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń abp. Michalika, który nie boi się bronić prawa katolików do wpływania na politykę i wskazywać błędy katolickim środowiskom, które odchodzą w niektórych kwestiach od linii Kościoła. Arcybiskup nie lęka się również stawiać mocnych tez, które powinny otrzeźwić wiernych w naszym kraju. „Państwo, każde państwo, ma tendencje totalitarne i próbuje zawłaszczać nie tylko przestrzeń prawa naturalnego, ale wpływać również na wolność naszego sumienia. Coraz częściej państwa narzucają nam prawa, które jako niemoralne są w istocie bezprawiem. I Kościół musi się temu przeciwstawiać i głośno przypominać, że takie prawo nie może obowiązywać w sumieniu, a zatem człowiek ma prawo robić wszystko, by ominąć niemoralne prawo”- mówi. Rozmowa Tomasza Terlikowskiego i Grzegorza Górnego z abp. Józefem Michalikiem powstała w (nie)dobrym czasie dla Kościoła. Jesteśmy świadkami wybuchu nowego antyklerykalizmu i próby lewackiego „przekucia dusz” Polaków. Może się okazać, że wojna z Kościołem katolickim spowoduje, że środowiska katolickie, które do tej pory były ze sobą skonfliktowane, będą musiały zewrzeć szyki i stanąć do walki o Prawdę. „Kościół się nie zmienił, zawsze próbował swoją misję realizować. Przez ostatnie dwadzieścia lat broniliśmy życia, rodziny, wartości. Jeśli coś uległo zmianie, to raczej stanowisko „Gazety Wyborczej” i innych mediów, które wycofały się z mocnego antyklerykalizmu charakterystycznego dla początku lat dziewięćdziesiątych”- mówi hierarcha w wywiadzie. Ostatnie wybory dopisały jednak nowy rozdział do jego słów.
Łukasz Adamski


