I tak zamiast człowieka z krwi i kości, który wziąłby na siebie odpowiedzialność za zaskakujące, jak na katolika, słowa o braku potrzeby nowych relikwii, mamy „intelektualistę, redaktora mądrego periodyku”. Ksiądz, który uważa, że zamiast relikwii bardziej potrzebujemy promocji nauczania Jana Pawła II (jakby była tu jakaś sprzeczność), też nie znalazł w sobie dość odwagi, by wystąpić pod imieniem i nazwiskiem. Zamiast tego mamy „księdza często bywającego w kurii”. I to wszystko w trzecim akapicie.

A dalej jest jeszcze zabawniej, bo w tekście występują same anonimy (poza tymi, co księdza kardynała chwalą), cytowane pod mało ambitnymi pseudonimami: „pierwszy głos”, „drugi”, „trzeci”, „czwarty”, „piąty”, „szósty” i „siódmy”. Te „głosy” (od razu przyszli mi do głowy niewidoczni jednostopowcy z „Opowieści z Narni”, którzy, jak za panią matką, powtarzają wszystko za liderem stada) jeżdżą sobie po kardynale za jego duszpasterstwo. I znowu każdemu wolno to robić. Byłbym ostatnim, który za to krytykuje, ale na litość Boską, żeby krytykować innych, trzeba mieć w sobie minimum odwagi i robić to pod nazwiskiem.

Inaczej wszystkie te uwagi są funta kłaków warte. Trzeba je bowiem traktować jak anonimy, a nie jako realne opinie. A już na pewno nie są to wypowiedzi „intelektualistów”. Ten ostatni termin odnosi się bowiem do tych, którzy mają odwagę mówić prawdę pod własnym nazwiskiem. Słowem, obciach na całego. Aż żal, że „intelektualiści z Krakowa” dorabiają taką gębę swojemu miastu. Gębę, którą najkrócej podsumował „katolicki publicysta”: „To jest Kraków” – wyjaśniał. Jeśli dobrze rozumiem sformułowanie to oznacza, że tu nie wolno się wychylać, a mówienie, co się myśli, nie wchodzi w grę, bo trzeba się podlizywać. To ja już wolę być z Warszawy.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »