- Gdy słyszę o Bawarii i autonomii, to cierpnie mi skóra - mówi za to prof. Dorota Simonides, jeden z największych autorytetów politycznych i moralnych na Śląsku Opolskim. - Dla mnie jest to coś niebezpiecznego. Byłabym spokojna, gdyby ta organizacja miała w nazwie troskę o śląską tożsamość regionalną - mówi. - Ale autonomia? A co będzie, jeśli te dwa odłamy autonomistów zechcą się kiedyś zjednoczyć? To jest jak bawienie się granatem - przekonuje prof. Simonides.

Ruch Autonomii Śląska od dawna budzi skrajne emocje. Jego sympatykiem jest na przykład śląski reżyser Kazimierz Kutz. - Wspieram wszystkich, którym leży na sercu dobro regionu - mówi. - Rządzący zawsze mówili, że na Śląsku ma być spokój, a jak nie, to sp... No i wyjechało dwa miliony Ślązaków. Jeśli chcą się organizować w Niemczech, to ja im kibicuję. Nic nikomu do tego, co robią obywatele demokratycznego państwa niemieckiego.

- Wszystkie tego rodzaju inicjatywy to antypolska dywersja polityczna - twierdzi. Niedawno podczas konferencji "Problemy i zagrożenia na Ziemiach Zachodnich", którą PiS zorganizował w Brzegu, Jarosław Kaczyński mówił, że działania śląskich autonomistów są groźne i "mogą być inspirowane z zewnątrz" - podaje dzisiejszy dziennik "Polska".

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru:

Autonomia Śląska jest położona na południu swojego odwiecznego oprawcy, Polski. Musi płacić daninę, którą są węgiel i umlauty. Przez kilkaset lat była częścią Niemiec. Od kilkudziesięciu lat jest częścią Rzeczypospolitej i trochę tęskni już za Niemcami. Należy dodać, że od 60 lat sporadycznie okradana jest przez państwo Polskie.

MaRo

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »