Analizując tekst „Posługaczki narodowej idei” można by zacząć od opowieści od amerykańskich obrońcach życia, którzy rzekomo zabijają ginekologów (tak były takie przypadki, ale nigdy nie była to norma), można by też obśmiewać sugestie, że obrońcom życia chodzi wyłącznie o wielki naród, który przeciwstawiają oni jednostce (a przecież to właśnie aborcjoniści uznają, że państwo i naród w imię wygody może skazywać na śmierć jednostki, tylko dlatego, że są niepełnosprawne).

Ale to nie te fragmenty tekstu są najbardziej smakowite. O wiele zabawniejsze, i nie ma co ukrywać całkowicie nielogiczne, są uwagi na temat poglądów Beylina. „Jestem zwolennikiem złagodzenia obecnego prawa antyaborcyjnego, ale zgadzam się, że problem, kiedy z komórek powstaje człowiek, jest jednym z poważniejszych i zapewne pozostanie nierozstrzygalny” - oznajmia Beylin. A ja, cóż mógłby zacząć zastanawiać się, czy Marek Beylin ma już wystarczająco dużo komórek by uznać, że jest człowiekiem, czy też jeszcze jest tylko komórkami... Ale, ja – nawet gdybym się zastanawiał – to uznałbym, że należy traktować go jak człowieka, bo jeśli mam wątpliwości, to nie zabijam. I podobnie jest z aborcją. Jeśli ktoś na wątpliwości, jeśli zastanawia się, czy w trakcie aborcji zabija się człowieka, to nie powinien ryzykować i umożliwiać zabicie człowieka. Jeśli zaś decyduje się na zgodę na zabicie, to oznacza to w istocie, że wątpliwości nie ma, że nie widzi człowieka w człowieku. I ściemnianie o debatach i wątpliwościach, tego nie zmieni.

Tomasz P. Terlikowski