- Kryzys, który przeżywam ma konsekwencje prawne i właśnie je ponoszę. Oby ten kryzys był dla mnie okresem wzrostu w człowieczeństwie, kapłaństwie i biskupstwie - mówił duchowny w ostatnim słowie.
A prokurator Tomasz Dems powiedział, że kara musi być adekwatna do wszystkich przesłanek kodeksowych. - Stopień społecznej szkodliwości czynu był znaczny. Oskarżony przyznał, że odcinek drogi, jaki przejechał tego dnia, był długi - dodał.
- Przypadek, los czy opatrzność boska - w zależności od światopoglądu - spowodował, że na drodze oskarżonego stanęła latarnia, a nie człowiek - podkreślił oskarżyciel zauważając, że oskarżony duchowny „jak każdy obywatel miał świadomość zakazu jazdy po alkoholu i rażąco naruszył te reguły”.
- Wydaje się, że oskarżony w pełni zrozumiał naganność swego czynu. Wydaje się, że poniósł karę - całkowicie lub w części stracił zaufanie społeczne. Długi przed nim okres i ciężka praca, aby to zaufanie odzyskać - ocenił Dems.
TPT/Tvn24.pl
