Film będzie dokumentalny, więc i tytuł ma znamienny: "Tabu – nowe spojrzenie na homoseksualizm w futbolu". Niemiecka telewizja ZDF wyemituje go 19 maja. Będą w nim piłkarze, którzy zrobili "coming out" i teraz koledzy dziwnie stronią od nich w szatni, będą i ci, którym właściwie jest wszystko jedno, i oczywiście czarny charakter - homofob. Kto będzie ucieleśnieniem nietolerancji w niemieckim filmie? Nie kto inny jak Zbigniew Boniek.

- Wiem, że w dzisiejszych czasach można mówić absolutnie o wszystkim, ale czuję się dziwnie nawet wtedy, gdy myślę o czymś takim jak małżeństwo ludzi tej samej płci - "Dziennik" przytacza kwestię, którą w filmie wypowiada polski piłkarz. - Jestem tradycjonalistą. Lubię normalne życie. Jestem za normalnymi relacjami między kobietą i mężczyzną – mówi Boniek.  Nie ukrywa, że problemem nie jest dla niego orientacja kolegów na boisku, ale głośna homo-propaganda. - Nie interesuje mnie, czy piłkarz jest gejem, czy nie, ale im więcej kurzu się podnosi przy mówieniu o tym, tym bardziej się od tego dystansuję. Kto powiedział, że musimy wszystko akceptować? Że musimy uczyć o wszystkim nasze dzieci?

Swoje zdanie z filmu Boniek potwierdza także w rozmowie telefonicznej z "Dziennikiem". - Na boisku nie widać, czy ktoś jest gejem, czy muzułmaninem. I dobrze, to nie mój problem. Przyznaję jednak, że jestem tradycjonalistą. I nawet jak będę miał po filmie cały tłum gejów przeciwko sobie, to jakoś to przeżyję. G... mnie to obchodzi – konkluduje piłkarz.

Jeśli przeciw Bońkowi rzeczywiście ruszy kiedyś "cały tłum gejów", będą potrzebowali wiele szczęścia. "Kibole" im tego nie darują.

AJ/Dz

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »