Dwa dni temu Jakub Śpiewak, szef fundacji Kidprotect.pl w osobliwy sposób wyznał, że – cytuję – rzyga Smoleńskiem. - Mam w głębokim poważaniu to, czy wiozący polską delegację na katyńskie uroczystości samolot ściął skrzydłem brzozę, czy na odwrót - brzoza rozwaliła skrzydło samolotu, czy rozpylano sztuczną mgłę albo hel, czy tupolew wybuchł nad ziemią, czy pod ziemią, czy był na nim trotyl, semteks, czy nitrogliceryna. Nie interesuje mnie, czy Władimir Putin i Angela Merkel osobiście strzelali niedobitkom w głowy, czy też oboje kazali robić to Donaldowi Tuskowi. Rzygam Smoleńskiem – napisał na swoim blogu na portalu Natemat.pl.
Kto jest winny temu, że pan Śpiewak i jemu podobni mają mentalne niestrawności, a Smoleńsk odbija im się zgagą? Oczywiście, Jarosław Kaczyński. - Tak, Jarosław Kaczyńscy i jego poplecznicy od samego początku z premedytacją wykorzystali smoleńską tragedię do zbijania politycznego kapitału – stwierdził Śpiewak. - Ja mam dość. Chcę żyć w kraju normalnym, wolnym od smoleńskiego jadu. Tego oczekuję od polityków i mediów. Zasługuję na to i ja i reszta Polaków. Chcę, byśmy rozwiązywali realne problemy. Nawet jeśli jakaś grupa, kierując się własnymi fobiami i urojeniami, będzie tupać i krzyczeć. Niech tupią i krzyczą. Może w końcu im się znudzi. A jeśli nie i chcą żyć w rzeczywistości wirtualnej, niech żyją. Ich problem. Powiedzmy to sobie jednak jasno i brutalnie, że ta grupa to mniejszość. Krzykliwa, ale mniejszość – podsumował swój tekst, po którego lekturze – przyznam szczerze – to mnie się zbiera na wymioty.
Bo ja też mam dość. Ale dla odmiany, dość mam nazywania każdej wątpliwości w stosunku do oficjalnej, rządowej (czyt. rosyjskiej) wersji wydarzeń oszołomstwem. Dość mam nazywania histerią zdroworozsądkowego zadawania pytań. Posługując się nomenklaturą, której nie powstydziłby się pan Śpiewak, rzygam tymi wszystkimi, którzy potrafią tylko za „GW” i TVN24 bezrefleksyjnie klepać, że Kaczyński podpala Polskę. Rzygam tymi wszystkimi piewcami wolności słowa, którzy jednocześnie uważają, że monopol na tę wolność ma tylko szeroko pojęty salon.
Trudno prostować każdą bzdurę, jaką w swoim felietonie napisał pan Śpiewak. Problem jednak w tym, że szef fundacji Kidprotect.pl rażąco myli się już u samego punktu wyjścia swojego rzygania, pardon, rozumowania. Domyślam się, że do pana Śpiewaka nie przemówią argumenty takie, jak na przykład ten, że co miesiąc setki osób idą w Marszach Pamięci, jednocześnie domagając się przeprowadzenia rzetelengo śledztwa w sprawie katastrofy. Może jednak „suche” statystki Googla będą dla bardziej przemawiające?
Łukasz Mężyk z portalu 300polityka.lpl zwrócił uwagę, że w październiku 2012 Polacy wyszukiwali w Internecie hasła "Smoleńsk" najczęściej od 10.04.2010. „Od momentu samej katastrofy rządowego samolotu z prezydentem Kaczyńskim na pokładzie, aż do października tego roku nic nie wzbudziło takiego zainteresowania sprawą "Smoleńska". Nawet dwie kolejne rocznice, czy bulwersujący polską opinię publiczną raport MAK. Szczegółowy wskaźnik wyszukiwanych w Google haseł pokazuje, że absolutny szczyt wyszukań padł w związku z publikacją drastycznych zdjęć ofiar katastrofy w Internecie” - podkreśla portal 300polityka.pl. Jak dowodzi Mężyk, analiza wyszukań Google dość jednoznacznie zaprzecza obiegowej opinii, że ludzie „rzygają Smoleńskiem”. No chyba, że mają swoisty syndrom mentalnej, postsmoleńskiej bulimii i katują się wyszukiwaniem newsów o katastrofie, karmią się ich lekturą do obrzydzenia, by potem, jak pan Śpiewak, dokonać aktu ceremonialnego puszczenia pawia.
Wracając na sam koniec do pana Śpiewaka, to jego tekst bardzo trafnie podsumował na Salonie24.pl Marek Migalski. „Dał mi Pan bowiem okazję do obcowania z czym, co – niezbyt elegancko – nazwałem manifestem kretyna. Mogłem za darmo wniknąć w umysłowość kogoś, kogo istnienia nawet nie podejrzewałem, bowiem sądziłem, ze osobniki o takiej inteligenci wyginęły w sposób naturalny w procesie ewolucji. Panu się jednak udało i szczerze Panu tego wyczynu gratuluję. Mając taki bałagan w głowie przetrwać – to wyczyn nie lada”.
„Niech Pan już nie rzyga. Niech Pan sobie powyciera usta i wraca do swojej pracy. A i ci, którzy mają wrócić do wyjaśniania tragedii smoleńskiej też niech do niej wrócą” - zaapelował na koniec Migalski. Nie pozostaje nic innego, jak tylko dołączyć się do prośby Migalskiego.
Marta Brzezińska
