Aktywiści sprzeciwiający się zabijaniu dzieci przed ich narodzeniem dawali studentom broszurki antyaborcyjne, wręczając je również rodzicom podjeżdżającym pod szkołę. Administracja kampusu i strażnicy kazali aktywistom opuścić teren szkoły i grozili im aresztem. Dyrektor szkoły i szeryf San Luis Obispo County przekonują, że obrońcy życia naruszyli szkolną „strefę bezpieczeństwa” i wprowadzili chaos na kampusie, ponieważ wściekli rodzice skarżyli się dyrekcji szkoły.

- Bez wątpienia szkoła i szeryf nie chcieli, byśmy przekonywali uczniów, czym jest aborcja - powiedziała jedna z aktywistek, Kristina Garza. Biuro szeryfa trzymało obrońców życia na przesłuchaniu, aż uczniowie opuścili teren szkoły.

W środę rano działacze pro life dowiedzieli się, że administracja Nipomo High School umieściła na swojej stronie internetowej informację zapewniającą rodziców, że szkoła podjęła kroki, które uniemożliwią przeprowadzanie takich akcji w przyszłości. Prawnicy z Life Legal Defense Foundation utrzymują jednak, że aktywiści mieli prawo rozdawać ulotki i trzymać banery ze zdjęciami zabitych dzieci na publicznym chodniku. Departament Luis Obispo Sheriff County przyznał w końcu rację prawnikom z organizacji pro life. Aktywiści wrócili więc przed szkołę po południu. Jednak tym razem administracja szkoły poprosiła ich o manifestowanie po drugiej stronie ulicy.

Prawnicy pro life przekonują, że aktywiści mieli konstytucyjne prawo do manifestowania swoich poglądów publicznie. – Uczniowie szkoly dowiedzieli się prawdy o zabijaniu dzieci nienarodzonych a administracja szkoły dowiedziała się, czym jest wolność słowa w USA - powiedział LN jeden z aktywistów. - Jestem dumna, że młodzi ludzie stanęli po stronie prawdy i nie pozwolili, by ktokolwiek ograniczał ich prawo do wolności słowa - stwierdziła prawnik Life Legal Defense Foundation Allison Arand.

Ł.A/LifeNews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »