Na Placu Helweckim w Zurychu 17 września zebrała się ponad 1,5 tysięczna grupa, której celem był protest przeciwko aborcji, eutanazji i neoeugenice. Wspólnym śpiewem, modlitwą, maszerując ulicami miasta, chcieli zwrócić uwagę na problem zabijania ludzi.

 

- Pokojowe, legalne zgromadzenie (w dużej liczbie rodzin z dziećmi, starszych oraz niepełnosprawnych) zostało brutalnie zaatakowane przez agresywne bojówki lewackie. Brudny, agresywny, pijany nienawiścią (czy tylko?) motłoch starał się na wszelkie sposoby zakłócić przebieg wydarzenia. Gdyby nie profesjonalne i zdecydowane działania policji, która stanęła na wysokości zadania, to bez ran by się nie obyło. Dopiero strzały z gumowych kul, strumienie wody i chmury gazu łzawiącego powstrzymały wyjąca bandę współczesnych barbarzyńców, którzy rzucali w kobiety, dzieci, starców i chorych petardami, kamieniami, butelkami, jajkami oraz prezerwatywami napełnionymi woda – relacjonuje pan Tomasz, uczestnik pokojowej manifestacji.


- Rewolucyjne i anarchistyczne szumowiny skandowały hasła obrażające Boga, NMP oraz chrześcijan, zapominając na chwilę o swoim bożku – tolerancji. Dzięki Bogu, plany przerwania marszu, który rozpoczął się z lekkim opóźnieniem, spełzły na niczym – dodaje pan Tomasz.


Ulicami Zurychu przeszedł pochód ludzi. Na jego czele jechał nagrobek symbolicznej, zbiorowej mogiły ofiar przemysłu aborcyjnego. Za nim szli ludzie z krzyżami i antyaborcyjnymi plakatami. Wielu z nich niosło w rękach małe, białe trumienki zwieńczone czerwoną różą, z imieniem i datą śmierci dziecka, któremu nie dane było się narodzić. Pochód kończyła kolorowo ubrana grupa młodzieży wybijająca na instrumentach perkusyjnych dynamiczne rytmy samby.


- Ciekawe były reakcje ludzi wyrwanych niejako z rytmu beztroskich, sobotnich zakupów. Na ich twarzach malowało się zdziwienie i zaskoczenie. Oprócz niechętnych reakcji i głupich gestów dało się zauważyć bardzo wiele przyjaznych reakcji, uśmiechu, sygnałów poparcia – wspomina pan Tomasz.


Po przejściu przez Bahnhofstrasse, uczestnicy pochodu udali się z powrotem na Helvetiaplatz. Pominąwszy kilka niegroźnych incydentów, dalszy ciąg marszu odbywal się bez przeszkód. Po wspólnej modlitwie, odczytaniu deklaracji podjęcia działań na rzecz delegalizacji aborcji i odśpiewaniu hymnu Konfederacji Szwajcarskiej zgromadzenie zostało rozwiązane. Aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom niestety ponownie musiała interweniować policja.


- Udając się na Marsz dla Życia, razem ze swoją rodziną, spodziewałem sie tylko jakiegoś kolejnego sennego zgromadzenia w lepszej sprawie. Tymczasem była to prawdziwa manifestacja wiary w Boga, nadziei na budowanie lepszego, sprawiedliwszego społeczeństwa bez aborcji, eutanazji i podejrzanych eksperymentów medycznych oraz miłosci do ludzi, zwłaszcza tych najsłabszych i bezbronnych, o ktorych niezbywalne prawo do życia upominał sie jakże często nasz wielki papież, błogosławiony Jan Pawel II – kończy swoją relacją pan Tomasz. 

 

eMBe


/

/