Urzędnicy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego w ubiegłym roku wykryli ponad 4,5 tysiąca właścicieli nieubezpieczonych pojazdów i wysłali wezwania do zapłaty kar za brak ubezpieczenia do ponad 20 tysięcy osób wykrytych już wcześniej. To, że się z auta nie korzysta urzędników, oczywista oczywistość, nie interesuje. W dodatku część kary trzeba zapłacić nawet w przypadku, gdy pojazd zarejestrujemy jednego dnia a ubezpieczenie wykupimy dopiero następnego.
Jak z powyższego widać obywatel (czyli – powtórzę kolejny raz – człowiek OBYWAjący się bez swoich praw) ma być wyłącznie dojną krową, służącą do zdzierania haraczy na utrzymanie stale rozrastającej się, biurokratycznej machiny. Pominę już dobrodusznie fakt, że przymus ubezpieczeniowy (nie tylko OC, również ubezpieczenia społeczne i medyczne) jest pogwałceniem podstawowego prawa człowieka do wolności, bo to i tak nie dotrze do zaczadzonych socjalizmem głów. Jednak karanie nie za to, że bez ważnego ubezpieczenia wyjechało się na drogę ale za sam fakt posiadania pojazdu jest jawnym działaniem mającym na celu pognębienie tubylców żyjących w Przywiślańskim Kraju. Czy państwo urzędnictwo wyobraża sobie, że samochód (traktor, motocykl, etc.) zaparkowany od lat w stodole nagle sam z siebie spowoduje wypadek?
Nazwał bym tę sytuację idiotyczną gdyby nie to, że jest ona doskonale zaplanowaną operacją wydojenia z ludzi kolejnych pieniędzy. Budżet się nie domyka a Polacy mają jeszcze jakieś zaskórniaki bezczelnie schowane w bieliźniarce. Tak być nie może! I tak cudem jest, że obowiązkowego ubezpieczenia nie trzeba wykupywać do każdej nowej pary butów, choć wcale nie jestem pewien czy za parę dni jakiś geniusz na taki pomysł nie wpadnie. By żyło się, oczywiście, lepiej. Urzędnikom łaknącym jak kania dżdżu kolejnych sukcesów na froncie walki z Narodem...
Alexander Degrejt
