Ale jest jeszcze jedna kwestia, w tej sprawie najistotniejsza: stosunek obydwu kandydatów do życia. Barrack Obama określił się tutaj wyraźnie, dla niego nienarodzony człowiek prawa do życia nie ma. Sam powiedział, że nie chciałby by jego córka, gdyby przypadkiem zaszła w ciążę, musiała rezygnować z własnych planów, kariery i świętego spokoju. Pominę nieistotny szczegół, że przypadkowa ciąża świadczy w dużej mierze o rodzicach i tym, jak swoją pociechę wychowali. Każda matka ma prawo zabić swoje dziecko, bo ono przecież może jej przeszkadzać – to jest przesłanie pierwszego czarnoskórego rezydenta Białego Domu i z tym przesłaniem zgadza się większość Europejczyków. Przykre, ale zrozumiałe. Europa wymęczona dwoma totalitaryzmami, dla których człowiek był bez znaczenia a jednostka liczyła się tylko na tyle, na ile była przydatna strukturom partyjno – państwowym straciła gdzieś swój szacunek do życia. Wschodniego komunizmu roztrząsać tutaj nie muszę, każdy choć trochę obeznany z historią dobrze to rozumie. A zachodni konsumpcjonizm rozszalały po latach posuchy też nie sprzyjał (i nadal nie sprzyja) tradycyjnym wartościom. Ten konsumpcjonizm trafił na wschód, rozpasał się po latach siermiężnej rzeczywistości i nic już nie jest takie samo. Odpowiedzialność za własne czyny i za drugiego człowieka, który w wyniku tych czynów został powołany do życia to nie jest to, czego oczekiwały wyposzczone społeczeństwa. Papież – Polak, Jan Paweł II, którego tłumy witały podczas jego pielgrzymek do ojczyzny nie będącej jeszcze Rzeczpospolitą, choć tą rzeczpospolitą miała w nazwie i jego nauka to historia. Fajnie, że był, jesteśmy z niego dumni, ale to co mówił... Nie, to nie przystaje do współczesności. Przystaje za to Obama zwalniający ludzi z odpowiedzialności za wszystko, z własnym życiem na czele...
Alexander Degrejt
