Barack Obama, na dorocznym „śniadaniu modlitewnym” w Waszyngtonie podkreślił, że głęboko wierzy w Boga i że religia chrześcijańska dodaje mu siły w sprawowaniu urzędu. Przyznał, że „tak jak u wszystkich, jego relacja do wiary przeżywała wyże i niże”, nie zawsze była „linią prostą.

- Po błędach i rozczarowaniach pytałem siebie, co Bóg dla mnie przygotował i przypomniano mi, że zamysły Boże nie zawsze odpowiadają naszym krótkoterminowym pragnieniom – mówił Obama.

- Kiedy budzę się rano, czekam na Pana i proszę, by dał mi siłę, abym czynił słuszne rzeczy dla naszego kraju i jego narodu – powiedział prezydent USA. Dodał, że codziennie oddaje się medytacjom i często zaprasza do Białego Domu duchownych, aby z nimi rozmawiać i wspólnie się modlić.

Co więcej, kiedy polityczne „dyskusje są tak bardzo spolaryzowane”, a media „prowadzą wielu z nas do słuchania jedynie tych, którzy umacniają nasze uprzedzenia”, pożyteczny jest „powrót do Pisma Świętego, aby sobie przypomnieć, że nikt nie zna wszystkich odpowiedzi” - stwierdził Obama.

W religijność swojego prezydenta wątpi znaczna część Amerykanów. Z sondażu ośrodka Pew Forum przeprowadzonego w sierpniu 2010 roku wynika, że aż 43 proc. nie wie, jakiego wyznania jest Obama. Tylko jedna trzecia uważa go za chrześcijanina. Znaczny odsetek społeczeństwa uważa go za muzułmanina.

W wystąpieniu na Śniadaniu Modlitewnym Obama nawiązał też do sytuacji w Egipcie. - Modlimy się, żeby przemoc w Egipcie się zakończyła, żeby prawa i aspiracje narodu egipskiego zostały zrealizowane i żeby lepsze dni zawitały do Egiptu i do całego świata – powiedział.

eMBe/Ekai.pl/Informacjeusa.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »