Krytyka tekstów ukazujących się w watykańskiej gazecie stopniowo narastała. Zdecydowanie przybrała na sile po komentarzu redaktora naczelnego Gian Marii Viana, który rozróżnił stanowisko proaborcyjne od stanowiska "pro-choice", przypisując Barackowi Obamie to drugie. Działaczy na rzecz obrony życia poczętego szczególnie oburza fakt używania przez dziennikarza watykańskiej gazety języka charakterystycznego dla działaczy proaborcyjnych, którzy lubią podkreślać, że nie są wcale za aborcją, a jedynie za wolnym wyborem.

-W początkach prezydentury Barack Obama podjął i jeszcze może podjąć dużo decyzji, których raczej nie można określić jako broniące życia, ale nie znaczy to, że jest proaborcyjny - powiedział. Watykański dziennikarz precyzował swoją wypowiedź mówiąc, że w przedwyborczych zapowiedziach Obama był bardziej radykalny, niż teraz gdy może swoje zapowiedzi realizować.

Ze swoich słów Vian tłumaczył sie serwisowi "National Review Online". Mówił, że jego komentarz podany został w pośpiechu, a odnosił się do słów prezydenta wypowiedzianych na Uniwersytecie Notre Dame. Obama nazwał tam aborcję "środkiem zapobiegawczym" i dodał, że najważniejsze jest szukanie porozumienia w tej delikatnej kwestii.Wyjaśnień Viana nie przyjmuje publicysta specjalizujący się w katolickiej nauce społecznej Michael Novak. - Z politycznej perspektywy wydaje się, że Vian jest jak ślepy obserwator odległych wydarzeń i nieświadomy komentator - powiedział.

Dziennikarz "Corriere della dera" Alessandro Zagrando spekuluje, że zamieszanie wywołane przez Viana jest częścią walki o władzę i uaktywnieniem "liberalnego skrzydła" w otoczeniu Benedykta XVI, które nazwał "Sekretariatem Stanu w Sekretariacie Stanu". Tak określił grupę hierarchów chcących lansować poglądy sprzeczne ze stanowiskiem Papieża, zwłaszcza w kwestiach celibatu kapłanów i mianowania "bardziej liberalnych biskupów w Ameryce Północnej".

MM/Lifesitenews.com/Corriere della sera

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »