Mitt Romney jest związany emocjonalnie z New Hampshire i wielu komentatorów zapowiadało jego zwycięstwo w tym stanie. Jednak były gubernator Massachussets przeżył nerwowe chwile przed głosowaniem bowiem kontrkandydaci wyciągali mu sprawę firmy Bain Capital, którą ten odnoszący sukcesy milioner założył w 1984 roku po to by wykupywać upadające firmy, restrukturyzować  je i sprzedawać z zyskiem. Newt Gingrich wytknął Romneyowi, że ten kupując firmy, zwalniał z nich ludzi. Sztab byłego spikera Izby Reprezentantów od dziś będzie pokazywać film "Mitt Romney przyjeżdża do miasta", w którym występują ludzie zwolnieni poszkodowani przez firmę Romneya. Jednak wydaje się, że nawet te filmiki nie przeszkodzą Romneyowi w marszu na Biały Dom. „Powyborczą mowę Romney wygłosił z telepromptera i brzmiał niczym namaszczony kandydat Partii Republikańskiej, czekający na formalną koronację. Bez przerwy atakował prezydenta Baracka Obamę, jakby to były właściwe wybory. „Obiecał zjednoczyć ludzi, obiecał zmienić zepsuty system polityczny w Waszyngtonie, obiecał poprawić los narodu. Ale to były czasy wielkich obietnic obiecującego kandydata. Dzisiaj mamy rozczarowujące osiągnięcia nieudanego prezydenta”– mówił Romney”- pisze Paweł Burdzy  na wPolityce.pl w korespondencji z USA. Romney już w Iowa częściej uderzał w Obamę niż w swoich prawicowych kontrkandydatów. Strategia ta miała pokazać, że polityk czuje się już niemal pewien nominacji. Wydaje się więc, że nic już nie powstrzyma najsłynniejszego mormona w USA. No może poza jego religią, na  co liczą protestanci, którzy nie chcą głosować na „sekciarza”.

 

 

Część ewangelikalnych protestantów w "pasie biblijnym" zapowiada, że nie będzie na niego głosować nie tylko z powodu jego religii ,ale również zmiany poglądów w kwestiach obyczajowych.  Pół roku temu Romney został mocno zaatakowany za nie podpisanie „przysięgi pro-life”, którą podpisało 5 prawicowych kandydatów na prezydenta USA. Rzecznik sztabu Romneya powiedziała wówczas portalowi LifeNews, że Romney niejednokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do obrony życia nienarodzonego i nie musi podpisywać żadnej „przysięgi”. Jednak nie ustają ataki na polityka za jego decyzję. Jednak obrońcy życia wytykali kandydatowi ,że w przeszłości zmienił zdanie w sprawie aborcji, sprzeciwiając się jej dopiero przed wyborami w 2008 roku. Analitycy Fox News uważają, że te wątpliwości nie mają większego znaczenia bowiem religijna prawica jest podzielona i nie przeszkodzi Romneyowi.  Z drugiej strony nie można zapominać, że z wyników prawyborów zadowoleni są Demokraci, którzy liczą, że Amerykanie nie zdecydują się powierzyć władzy w USA mormonowi. Sztab Obamy liczy, że amerykańska religijna prawica nie zagłosuje na „sekciarza”, który na dodatek kiedyś popierał aborcję i nie ufają mu działacze pro-life Z drugiej strony kiedyś nikt nie spodziewał się katolika w Białym Domu ani murzyna. Dlaczego więc w USA miałby nie rządzić mormon? Jeżeli Mitt Romney wygra w Południowej Karolinie, gdzie prowadzi w sondażach, i na Florydzie to nominacją ma już pewną.

 

Ł.A/FoxNews/wPolityce.pl/lifenews