Podczas Defilady Zwycięstwa na Placu Czerwonym na trybunie honorowej pomiędzy Dmitrijem Miedwiediewem a Władimirem Putinem siedzieli prezydent Chin Hu Jintao oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. Pełniący obowiązki prezydenta Polski marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, jak wszyscy przywódcy państw, także dostał miejsce w pierwszym rzędzie, nieopodal gen. Jaruzelskiego.
Tymczasem na moskiewskich obchodach nie pojawili się ani premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, ani prezydent Francji Nicolas Sarkozy, ani też premier Włoch Silvio Berlusconi. Sarkozy postanowił pilnie zając się kryzysem w strefie euro. Także Berlusconi wolał śledzić na bieżąco negocjacje w sprawie kryzysu wspólnej waluty po ostatnich wydarzeniach w Grecji. Brown natomiast wymówił się dżentelmeńsko skomplikowaną sytuacją po niedawnych wyborach parlamentarnych w swoim kraju.
Zabrakło też najważniejszego gościa zza Oceanu - prezydenta USA Baracka Obamy. Na czele amerykańskiej delegacji stał zaledwie ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie John Beyrle.
A na gigantyczną paradę na placu Czerwonym, z udziałem ponad 10 tys. żołnierzy oraz 130 samolotów i 150 pojazdów opancerzonych, Kreml wydał przecież równowartość 100 mln złotych. I to nie wszystko - defilady zorganizowano też w 72 rosyjskich miastach, a także - w Sewastopolu na ukraińskim Krymie.
AJ/Tvn24.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

