Amerykański prezydent ma nadzieję, że to nie będzie jedynie ambasador. Chce, by Miguel Díaz był w Watykanie głosem amerykańskich katolików. Kim jest i jaką teologię uprawia mianowany pod koniec mają ambasador? - analizuje katolicki portal.
- To ma być nowa twarz amerykańskiego katolicyzmu – ostrzega portal. Diaz to katolik kubańskiego pochodzenia, reprezentuje więc potężne latynoamerykańskie skrzydło Kościoła w USA. To także wielbiciel myśli znanego niemieckiego jezuity Karla Rahnera. Diaz reprezentuje więc liberalne, centrolewicowe poglądy teologiczne i tym samym dla Obamy jest wyjątkowo wygodny politycznie.
- Diaz nie posiada żadnego doświadczenia w dyplomacji – podkreśla National Catholic Reporter. Poza środowiskiem teologicznym właściwie nie jest znany. To wbrew pozorom również jego wielki plus. Nie ma na koncie wyraźnych wystąpień w kwestiach aborcji (katolicy popierający Obamę bardzo często "łapani" byli na proaborcyjnych komentarzach) więc jego nominacja przeszła w mediach łagodnie wyciszona.
A jak wygląda teologiczna myśl kandydata?
Teolog posiada tytuł doktora z uniwersytetu Notre Dame. Od tego czasu wykładał w kilku innych uczelniach katolickich. Choć sam mówi, że nie odpowiada mu łatka liberalnego konserwatysty i określa się jako "teolog trynitarny", bo właśnie zagadnieniami Trójcy Świętej i człowieka najchętniej zajmował się w swoich wykładach.
Patrząc na to, co pisze – interesował się głównie zagadnieniami sprawiedliwości społecznej, głównie imigracją. Niektórzy mówią o nim jako o teologu wyzwolenia, a jego uczelniani koledzy wspominają, że często łączył latynoską teologię z ruchem feministycznym i afroamerykańskim.
Reakcja Watykanu początkowo była pozytywna. Abp Pietro Sambi, nuncjusz apostolski w USA, określił nominację Diaza jako wspaniały wybór, bo jego zdaniem teolog zna zarówno Kościół katolicki jak i Stany Zjednoczone. Kard. Francis George przewodniczący Konferencji Episkopatu USA był już trochę bardziej sceptyczny. Zbył prasę stwierdzeniem, że konferencja nie ma zwyczaju komentowania takich nominacji. Dodał jednak, że wysłał prywatny list do Diaza z gratulacjami i zaproszeniem na rozmowę.
Komentatorzy podkreślają, że nominacja latynoskiego teologa wychodzi naprzeciw tendencjom demograficznym amerykańskiego katolicyzmu.
Prognozy przewidują, że do 2030 roku 40 proc. katolików w USA będą stanowili właśnie latynoskiego pochodzenia. Tymczasem wśród amerykańskiego episkopatu nie ma jeszcze żadnego biskupa o takich korzeniach. Diaz będzie tym samym najwyżej postawionym "latynokatolikiem" amerykańskiego Kościoła.
Według "National Catholic Reporter", prezydentowi Obamie udało się w ten sposób zadowolić wszystkich liberalnych i latynoamerykańskich katolików. Mając w perspektywie własną reelekcję w roku 2012 szuka jak najszerszej bazy, w tym poparcia wśród katolików. Autorzy analizy twierdzą, że nominując Diaza zyskał zarówno centrolewicowych "kawiarnianych" katolików, jak i latynoskich imigrantów.
Przypomnijmy: to już drugi Latynos, któremu Obama powierza ważną funkcję państwową. W tym samym czasie demokratyczny prezydent nominował Sonię Sotomayor na sędziego Sądu Najwyższego.
Diaz musi teraz uzyskać jeszcze akceptację Stolicy Apostolskiej.
Watykan odrzucił dotychczas kilka kandydatur na ambasadora, w tym córki legendarnego prezydenta, katoliczki, Caroline Kennedy oraz doradcy dwóch prezydentów – Douglasa Kmieca. Próba nominacji osób związanych z lewicą oraz sprzeciw Watykanu odebrane zostało jako początek ochłodzenia na linii Biały Dom - Stolica Apostolska.

