W ostatnim numerze "TP" została zamieszczona interesująca dyskusja, która rzuciła nowe światło na list o. Ludwika Wiśniewskiego, opublikowanego w "Gazecie Wyborczej", który wywołał tak liczne dyskusje i kontrowersje. W debacie "TP" wzięli udział ks. Tomasz Jaklewicz z "Gościa Niedzielnego", ks. Adam Boniecki z "Tygodnika" oraz sam autor listu, o. Ludwik Wiśniewski. Poniżej krótka relacja z tej rozmowy.
O adresatach listu i przecieku do mediów
Debata o tyle wydaje się być ciekawa, że w jej trakcie padło kilka ważnych, a do tej pory przemilczanych faktów dotyczących listu. Niezmiernie istotną rzeczą wydaje się być to, że o. Wiśniewski nie zamierzał go publikować. - To był list prywatny i poufny, adresowany do nuncjusza i kilku biskupów. Przeciek ogranicza to, co chciałem osiągnąć: działanie biskupów. (...) W przeddzień publikacji zadzwoniła do mnie dziennikarka "Gazety Wyborczej" z pytaniem, czy zechcę udzielić komentarza. Odpowiedziałem, że absolutnie nie.
O reakcjach po publikacji listu
- Trzech biskupów - Józef Michalik, Adam Lepa i Edward Frankowski - odsądziło mnie od czci i wiary. Nie mam im tego za złe, tak im widocznie kazało sumienie - stwierdził o. Wiśniewski. Z kolei redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" zauważył: - O tym, że tekst jest ważny, publicznie powiedział Prymas abp Kowalczyk. Z kolei odpowiedź abp. Michalika jest typu: "a tobie śmierdzi z gęby". W obronie przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski stanęli jednak pozostali dyskutanci: - Abp Michalik w odpowiedzi na list zaprosił mnie na rozmowę. (...) Mam nadzieję, że to właśnie on posunie sprawę naprzód. Ja mu ufam - powiedział o. Wiśniewski. Ks. Jaklewicz uznał, że skoro arcybiskup zaprosił dominikanina do siebie, to potraktował list poważnie. Dodał też, że jego zdaniem nastąpiła duża polaryzacja postaw wokół listu o. Ludwika.
O roli "Gazety Wyborczej" w debacie nad stanem Kościoła
- "Gazeta Wyborcza" moderuje tę dyskusję i przykrawa do swojego sposobu patrzenia na Kościół, który mnie jest zupełnie obcy i śmiem twierdzić, że wielu wierzącym także. "Wyborcza" często atakuje nauczanie Kościoła, posługując się nieraz metodą wyśmiewania, zwłaszcza w kwestiach takich jak in vitro, aborcja, styk państwo - Kościół itd. Jest to jakiś rodzaj walki z Kościołem (...), osłabiania go, dzielenia i kształtowania wedle wizji redakcji. "Gazeta podpięła się" pod dobrą wolę ojca, aby forsować swój program - stwierdził szef działu religijnego "Gościa Niedzielnego". Z tak postawioną tezą nie zgodził się ks. Boniecki. - "Gazeta" przemawia w swoim imieniu. To forum różnych poglądów, a nie pismo katolickie. I może jednak w tym, co pisze o Kościele, ma niekiedy rację... Zamiast się obruszać, warto podjąć rzeczową rozmowę. (...) Myślę zresztą, że autorzy "Gazety" zwykle kierują się dobrą wiarą - stwierdził naczelny "Tygodnika".
O tezach z listu ojca Wiśniewskiego
- W liście napisał ojciec wiele rzeczy, pod którymi sam bym się podpisał. Jest on jednak jednostronny. (...) Czytamy, że zasadniczym problemem jest Radio Maryja. Pojawiają się bardzo ciężkie zarzuty - o ksenofobię, szerzenie nacjonalizmu, upolitycznienie kazań. To wszystko są realne problemy, ale nie zasadnicze. (...) Brakuje mi tu równowagi. W liście nie pojawiają się w ogóle takie słowa jak "Chrystus" czy "miłość" - powiedział ks. Jaklewicz. Broniąc się przed tymi zarzutami, o. Wiśniewski stwierdził, że nigdy nie napisał, jakoby Radio Maryja było głównym problemem Kościoła. - Sam Radia Maryja słucham i niezwykle cenię. (...) Przede wszystkim "Rozmów niedokończonych". Tam są czasem świetne tematy. (...) Tylko, że w tym radiu zdarzają się rzeczy niedopuszczalne - zapraszanie polityków tylko jednej opcji, dzielenie słuchaczy - mówił dominikanin.
Zawzięcie debatowano także o podziale wewnątrz Kościoła. - Za podziałem politycznym stoją też realne podziały w postrzeganiu świata, wartości. Za tym stoi coś więcej niż polityka, bo określona wizja świata i religii. Dlaczego poglądy etyczne motywowane religią miałyby zostać zepchnięte na margines, a religia zamknięta w sferze osobistej? - pytał ks. Jaklewicz. - Dla mnie najważniejsze jest to, czy uważam danego polityka, na którego chcę głosować, za człowieka sumienia. Czy jest uczciwy, czy nie. Bolączką w Polsce jest to, że politycy wygłaszają slogany religijne, a przy biskupach zachowują się jak ministranci – skwitował dominikanin, dodając, że w ocenie jego współbrata, patrzącego na polski Kościół z perspektywy Francji, skala politycznego zaangażowania wielu księży jest bardzo duża. Z kolei ks. Adam Boniecki zauważył, że zwłaszcza w momentach uroczystych, podczas świąt narodowych, duchowni lepiej czują się na gruncie politycznych rozgrywek niż kerygmy. Dodał jednak, że na każdą działalność, także polityczną można i należy spojrzeć z perspektywy teologicznej, ale nigdy nie partyjnej.
O pozytywnym przekazie i inicjatywach Kościoła
- Za mało jest takich inicjatyw, jak choćby zeszłoroczna wkładka o bioetyce dołączana do pism katolickich. My, jako ludzie mediów związanych z Kościołem, też powinniśmy się bić w piersi – ocenił redaktor „GN”. Autor listu, o. Ludwik dodał, że od wielu lat mówi się, że trzeba odnowić wiarę, że najważniejsze jest spotkanie z Panem Bogiem, a mało się w tej sprawie czyni. Redaktor naczelny „TP” zauważył z kolei, że chrześcijanie mają być czymś na kształt zaczynu w cieście, a nie powinni walczyć o katolicką większość w sferze politycznej. (…) O pozytywnych inicjatywach Kościoła wypowiadał się tak: - Takim czynem, świadectwem Kościoła może być np. organizowanie w Licheniu kliniki naprotechnologii, która będzie stanowić alternatywną wobec in vitro propozycję. Takim czynem są domy dla samotnych matek, telefony zaufania dla kobiet, które będąc w dramatycznej sytuacji, chcą przerwać ciążę – stwierdził ks. Boniecki.
O roli mediów katolickich
Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” (którego już w marcu zastąpi Piotr Mucharski) powiedział, że wpływ mediów o. Rydzyka na mentalność księży jest duży, a wg niego są one najchętniej czytane na parafiach. - Z kolei „Tygodnik” czytają tacy, którzy chodzą po obrzeżach Kościoła – zauważył. Ks. Jaklewicz natychmiast zapytał dlaczego tak się dzieje. Zadał pytanie, czy potrzebna jest zmiana w ludziach czy może w linii „Tygodnika”, któremu w niektórych tekstach zarzucił pewien rodzaj pogardy dla prostych ludzi. Sporo mówiono także o roli Radia Maryja, padały konkretne przykłady wypaczeń i tego, czy są one dużym problemem tej rozgłośni. Natomiast o. Wiśniewski powiedział, że jego zdaniem media za mało mówią o rzeczach cudownych i pięknych, które mają miejsce w Kościele.
Księża zastanawiali się także nad tym, kogo dzisiaj można uznać za twarz polskiego Kościoła, kto w nim sprawuje rolę przywódczą oraz jaka jest rola Komisji Episkopatu Polski. Całość debaty w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”. Jest ona na pewno ważnym głosem w dyskusji po publikacji listu o. Wiśniewskiego i można z niej wysnuć naprawdę ciekawe wnioski.
Marcin Fijołek
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

