Czytelnicy „Rzeczpospolitej” kojarzą Cię z sobotniego Plusa Minusa i rozmowy Mazurka, gdzie mocno testujesz swoich rozmówców. Tym razem odwrócimy role i zamiast rozmowy Mazurka przeprowadzimy rozmowę z Mazurkiem.


- Kompletnie nie rozumiem, dlaczego chcecie ze mną robić wywiad akurat dla „Głosu Karmelu”. Zupełnie się do tego nie nadaję i mam wrażenie, że nie bardzo się w tej formule zmieszczę.

 

To się okaże…

 

- Wiesz, wahałem się, czy w ogóle zgodzić się na ten wywiad. Dlaczego? Może to asekuracja? Sam czasami rozmawiam z jakimiś gwiazdami rocka, którzy nie chcą opowiadać publicznie, że są wierzący, bo zawsze tli się w nich obawa: „A co jak mnie za dwa tygodnie złapią pijanego, pod wpływem narkotyków, z jakąś fanką? Co wtedy?” Patrzcie państwo: wcześniej mówił, że się modli, a teraz... Więc, ja co prawda nie biorę narkotyków i pewnie z fanką też mnie nie złapią, bo fanek nie mam, ale i we mnie jest taka obawa. A poza tym, kim ja w końcu jestem, żeby mówić ludziom tak ważne rzeczy?

 

Rozumiem obawę, ale jesteś przecież człowiekiem, który buduje swoje życie na określonych wartościach.



- A skąd wiesz?



Takie plotki chodzą po mieście.



- To zmień miasto. No dobra, ale co z tego?



Ano to, że możesz o tym opowiedzieć bez patosu, po prostu. Zazwyczaj takie tematy, o których chcemy rozmawiać, jak wola Boża, są poruszane z ambony, na katechezie, przez osoby duchowne, a tutaj mam Ciebie, świeckiego człowieka, dziennikarza, i jestem ciekawy jak to z wolą Bożą u Roberta Mazurka jest? Jak ją znajduje?



- Nie wiem czy ją znajduję. Wolałbym, żebyś zadał pytanie: „Jak Mazurek się nie gubi?”.



Uznajmy, że je zadałem.



- Otóż Mazurek się gubi, ale być może cud Boski i skrzypce, łaska Boża w niezbadany dla mnie sposób chroni mnie przed tym, żeby się kompletnie nie pogubić. Panią Pospieszalską, mamę Janka, spytano kiedyś, jak ona sobie radziła z bodajże sześciorgiem drobiazgu, na co odpowiedziała: „No nie radziłam sobie”. I za nią mogę powtórzyć, ja też sobie nie radzę w życiu, też się gubię, ale nie tak kompletnie. Pomaga mi też to, iż jestem człowiekiem dość prostym i nie mam w związku z tym zbyt wielu wątpliwości.

 

- Widzisz jakiś plan w Twoim życiu, coś co składa je w pewną całość?



- Wiesz co, to jest akurat bardzo wygodna optyka, bo każdy historyk powie Ci, że wszystko z czegoś wynikało, ale nie potrafi przewidzieć, co będzie za rok. Tak samo każdy ekonomista powie ci, dlaczego nastąpił kryzys, ale nie wie tego, co będzie jutro. Bardzo łatwo jest nam zracjonalizować sobie to, co nas w życiu spotkało.

 

Ale ja nie pytam o racjonalizację…

 

- A skąd wiesz, że to nie jest racjonalizacja? Ja oczywiście chcę wierzyć, że to wola Boża, jakiś plan, ale może właśnie to jest wyrazem mojej racjonalizacji? Może nie chcę przyjąć do wiadomości, że coś się przytrafiło bez celu, bez powodu, bez przyczyny, tylko chcę wierzyć, że moje życie ma jakiś sens? Pewności żadnej nie mam.

 

A wiarę?

 

- Chcę wierzyć, że jest jakiś sens, choć nie zawsze go rozumiem. A może nawet zazwyczaj go nie rozumiem. (...)

 

Dalszą część wywiadu można przeczytać w Głosie Karmelu nr (45) 3/2012


Rozmawiał o. Piotr Hensel OCD

 

JW/GłosKarmelu.pl