Jacek Olszewski opowiada o tym w jaki sposób spędzi święta. Nie będzie to czas łatwy, ponieważ część rodziny nadal nie pogodziła się ze śmiercią Agaty. Jej małżonek opowiada również o życiu, które istnieje nawet po śmierci.

Konkretnym przykładem odradzania się życia jest Lilka, córka Agaty i Jacka.

- Pamiętam ostatnie Boże Narodzenie, żal po stracie żony i radość, że jest dziecko. Powtarzałem wtedy, że przecież mogłoby nie być ani Agaty ani Lilki. I nie wiem jakie byłoby wtedy życie. Ale Agata pozostawiła po sobie córkę i to jest wielki szczęście. Ja tak właśnie rozumiem wielkanocne kazanie o zmartwychwstaniu i nowym życiu - mówi Jacek Olszewski „Dziennikowi".

Mąż Agaty pracuje w Fundacji przeciwko Leukemii pomagającej chorym na białaczkę, aby wyrazić wdzięczność tym, którzy oddawali jego żonie krew. Gdyby zabrakło krwi, Agata nie donosiłaby ciąży.

- Ale pomagam też innym z czystego egoizmu, bo mam z tego wielką satysfakcję. Czy może być coś lepszego, niż to, że ktoś dzięki nam wygra walkę z chorobą? - tłumaczy swoje zaangażowanie Olszewski.

- Jezus Chrystus oddał życie za nasze zbawienie, a my możemy uratować kogoś znacznie mniejszym wysiłkiem. Na przykład oddając szpik kostny, który zaraz przecież się odnowi - zastanawiał się mąż Agaty w Wielki Piątek.

Śmierć Agaty nie była bezsensowna. Jej mąż mówi, że gdyby wyzdrowiała szybko by o niej zapomniano. Tylko dla niej zebrano kilka tysięcy litrów krwi, która potem trafiła do innych chorych. Według niego wokół śmierci Agaty dokonało się zjednoczenie ludzi.

MM/Dz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »