- Prosimy każdego słuchacza Radia Maryja i widza telewizji Trwam o pilną pomoc teraz, a potem systematyczne wspieranie tych dzieł, najlepiej każdego miesiąca. Wypowiadam to, co nie jest łatwe: nigdy dotąd nie mieliśmy tak trudnej sytuacji materialnej jak obecnie – mówi na antenie o. Tadeusz Rydzyk. To wywołało medialne poruszenie. Czyżby katolicki koncern medialny naprawdę chylił się ku upadkowi?
Przeciwnicy Radia Maryja są zachwyceni. Wyliczają powody finansowej zapaści: zapłata 4,3 miliona złotych, grożąca fundacji Lux Veritatis, bo warszawska skarbówka wznowiła stare postępowanie podatkowe, 10 tys. złotych odszkodowania dla Stefana Niesiołowskiego po przegranym procesie. Do tego kryzys gospodarczy, który mocno dotknął emerytów - głównych darczyńców radia, ogromne inwestycje i jeszcze kilka innych powodów.
Tymczasem o. Piotr Andrukiewicz z toruńskiej rozgłośni, choć przyznaje, że sytuacja jest poważna, to przypomina, że umilknięcie "katolickiemu głosowi w twoim domu" wróży się niemalże co roku. - Na pewno nie jest tak, jakby tego chcieli przeciwnicy, że Radio Maryja ma zbankrutować. Nie wynika to ani ze spadku słuchalności, ani nietrafionych inwestycji czy kar finansowych, które nie dotyczą RM a fundacji – mówi portalowi Fronda.pl.
O. Andrukiewicz zaznacza, że Radio Maryja utrzymywane jest przez niewielki procent jego słuchaczy. - Celem apelu o. Tadeusza Rydzyka nie jest pozyskanie większych ofiar od tych słuchaczy, którzy do tej pory regularnie łożą na nasze dzieło. Apel ma zachęcić tych, którzy słuchają, ale nie poczuwają się do współodpowiedzialności za radio – kwituje redemptorysta.
AJ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

