Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Dziś, w obliczu zagrożeń ludzkiej egzystencji w kontekście gróźb wojny, trudności w pracy, słabych perspektyw na założenie i przetrwanie rodziny czy też w reakcji na jej rozpad lub stratę bliskich ludzie często zmagają się z depresją. Czy żywoty świętych mogą dostarczyć ludziom natchnienia i siły do walki z depresją, z poczuciem beznadziei?
o. Rafał Sebastian Pujsza CP: Oczywiście. Bardziej jednak niż żywoty, wspomaga nas w takich sytuacjach ich wstawiennictwo u Boga. Każdy chrześcijanin jest istotą powołaną do życia we wspólnocie, a celem ostatecznym jest wspólnota niebiańska z Bogiem, Maryją, świętymi i aniołami. 1 listopada obchodziliśmy uroczystość Wszystkich Świętych, w której Kościół każdego roku oddaje cześć wszystkim, którzy już osiągnęli chwałę nieba. Drugim celem tejże uroczystości jest wskazanie nam drogi, która naszych braci doprowadziła do świętości, czyli do udziału w życiu samego Boga, który jest miłością. Wreszcie trzecim, bardzo ważnym przesłaniem tego dnia jest przypomnienie nam, pielgrzymującym do nieba, prawdy o naszej wspólnocie ze świętymi, którzy otaczają nas opieką, orędując za nami u Boga. Każdy święty przeżywając różne trudności, również te, o których Pani wspomniała, ukazuje nam, że postawienie Pana Boga w centrum swojego życia sprawia, że wszystko ma swoje szczęśliwe spełnienie. Droga do świętości wiedzie zawsze przez krzyż.
F: Święci byli przecież ludźmi, mierzyli się z problemami takimi, jak nasze. Odnosili zwycięstwa, ale dużo było też porażek. Jak wychodzili ze swoich depresji? Jak niektórzy znani święci sobie w takich sytuacjach radzili?
o. Rafał Sebastian Pujsza CP:Trudno powiedzieć, co rozumiemy pod słowem depresja. Nie chciałbym skupiać się na depresji od strony medycznej, ale w tym kontekście myślę, że trafne będą następujące przykłady.
Natychmiast przychodzi mi myśl żywot św. Jana Bożego, który dał początek zakonowi bonifratrów. Jego życie przypadło głównie na pierwszą połowę XVI wieku. Urodził się w Portugalii w 1495 roku. Mając osiem lat na swojej drodze napotkał nieznajomego mężczyznę, który powiedział mu, że w Hiszpanii na ulicach leżą pieniądze. W celu poprawienia sytuacji materialnej Jan opuścił dom rodzinny, jednakże szybko przekonał się, że rzeczywistość jest zgoła odmienna. Po jego emigracji do Andaluzji matka zmarła z tęsknoty, a ojciec wstąpił do zakonu franciszkanów. Droga Jana do odnalezienia w Bogu celu jego życia i powołania była trudna i długa. Pracował kolejno jako pasterz, zarządca dóbr, wędrowny handlarz i żołnierz. Wreszcie nadszedł 20 stycznia 1539 roku, pamiętny dzień w jego życiu. Usłyszał kazanie św. Jana z Avili, które stało się początkiem jego nawrócenia.
Wydarzenie to – przynajmniej w oczach obserwatorów – przybrało objawy choroby psychicznej. Jednak w tych bolesnych dla Jana chwilach – również wśród tortur jako metod regeneracji depresji – odczuł głębokie pragnienie, by założyć szpital w Grenadzie. Pielęgnował chorych, starał się dla nich o pożywienie, przygotowywał też konających na śmierć. Podczas pożaru szpitala wynosił swoich podopiecznych z budynku narażając swoje życie. Papież Leon XIII ogłosił go patronem chorych i pielęgniarzy oraz polecił zamieścić jego imię w litanii za konających. Święty Jan Boży umarł w pozycji klęczącej w dzień swoich 55 urodzin, 8 marca 1550 roku. W Roku Miłosierdzia w sposób szczególny jest dla nas przykładem i zachętą do tego, by okazywać innym miłosierdzie.
Drugim świętym, którego chciałbym przywołać, jest założyciel mojego zakonu, św. Paweł od Krzyża, który odczuwał długotrwałe oschłości podczas modlitwy. Były to próby ze strony Pana Boga, które mistyk męki Pańskiej i wielki misjonarz osiemnastowiecznej Italii w swoich zapiskach duchowych określał jako „melancholia szczególnego rodzaju”. Można by rzec: depresja, która sprawiała, że czuł się „ostatnim szumowiną ziemi” i „ohydnym rynsztokiem”. Często współcześni ludzie żyjący w depresji mają niską samoocenę i poczucie wartości. Przykład założyciela pasjonistów pokazuje, że w modlitwie przed Jezusem Ukrzyżowanym jest nasz ratunek i ukojenie. Prośba o jego wstawiennictwo sprawia, że możemy przejść trudne okresy w życiu modlitwy.
Trzecia wreszcie postać to św. Gemma Galgani, pierwsza stygmatyczka zmarła i kanonizowana w XX wieku. Przeżyła ogrom nieludzkich cierpień i bolesnych chorób. Związek z Jezusem w Eucharystii i kontemplacja męki Pańskiej stała się dla niej ogromną siła w dźwiganiu krzyża. Podczas jednej z modlitw wyznała: „O Jezu, ja jestem owocem Twojej męki, młodym pędem Twoich ran”. Ta młoda święta, zwana Dziewicą z Lukki uczy nas przyjęcia wszelkich chorób i cierpień oraz ofiarowania ich za dusze czyśćcowe.
F: Czy we Wszystkich Świętych możemy liczyć w modlitwie na szczególne łaski od tych świętych, którzy są dla nas wzorem? 1 listopada jest dla nas bardziej czasem odwiedzania grobów, niż czasem rozmyślania o świętych. Czy warto tego dnia zwracać się do nich i wypraszać szczególne łaski?
o.Rafał Sebastian Pujsza CP: Tak, pamiętajmy jednak, że odwiedzanie grobów możemy połączyć z modlitwą przez wstawiennictwo świętych, do których należą również nasi krewni i przodkowie. Święci to ci, którzy osiągnęli niebo. Wspominajmy ich, zwłaszcza czyny, które są godne naśladowania. Niechaj ci obywatele nieba orędują za nami u Boga!
dziękuję za rozmowę
