Marta Brzezińska: Trwają protesty środowisk katolickich przeciw jednemu z produktów marki Agros Nova o nazwie „Demon”. Producent jednak wycofał z opakowania napoju energetycznego pentagram. Czy zatem konieczny jest dalszy bojkot?

 

O. Aleksander Posacki: Ciągle pozostaje problem nazwy produktu. Co więcej, „Demona” reklamuje Nergal, więc to kolejny argument za tym, że dalszy bojkot ma sens. Po raz kolejny wraca historia lidera zespołu Behemoth, dlatego rozumiem, protesty środowisk katolickich. Pomijam już sam fakt używania imion profanicznych, co jest pośrednią profanacją Pana Boga, bo afirmuje Jego przeciwnika. Tu mamy do czynienia z bluźnierstwem. Tym bardziej, że producent „Demona” działa celowo, prowokacyjnie. Nawet jeśli przyświecają mu cele komercyjne, to bluźnierstwo jest świadome, stąd protest, który rozumiem, choć osobiście się do niego nie przyłączyłem. Rozumiem protestujących, dla których nie jest to tylko obrażanie tzw. uczuć religijnych, ale wielki ból moralny. To cierpienie ludzi, którzy kochają Boga, kochają swoją wiarę. Nikt nie ma prawa tych ludzi prowokować i obrażać, tak jak nikt nie ma prawa obrażać symbolów judaistycznych czy islamskich.

 

Cały czas pozostaje nierozwiązany problem rozumienia bluźnierstwa. Poszanowanie należy się nie tylko uczuciom, ale i prawom religijnym oraz prawom osób wierzących, które mogą wyrażać miłość do Pana Boga w formach, jakie przewiduje ich religia. Chcą oni chronić swoją symbolikę i tradycję, a jeżeli ktoś się na to porywa, powinien liczyć się z konsekwencjami. Nie chodzi oczywiście o to, aby tego kogoś od razu potępiać, odrzucać czy negować jako osobę, ale rzecz musi być nazwana po imieniu. Inaczej będzie to ze szkodą dla wszystkich, zwłaszcza dla tych, którzy czy to z głupoty czy niewiedzy, dokonują tego typu aktów profanacji.

 

Na ile realne jest zagrożenie wynikające ze spożywania napoju o nazwie „Demon”. Jeśli ktoś nie przywiązuje większej wagi do nazwy tego produktu, śmieszne wydają mu się protesty katolików pod adresem jego producenta. Spożywa napój i tłumaczy, że „to tylko napój”. Na ile ten „tylko napój” jest niebezpieczny dla osoby, która nie jest w stanie łaski uświęcającej?

 

Przede wszystkim trzeba rozróżnić dwie rzeczy: po pierwsze, sprawę bluźnierstwa jako takiego. To zjawisko, które niekoniecznie od razu niesie ze sobą zagrożenie. Ma to na celu przede wszystkim wywoływanie skandalu i jednocześnie wielkiego cierpienia ludzi wierzących. To pierwsza rzecz, moim zdaniem najważniejsza. Albowiem nie wszystko możemy oceniać w kategoriach zagrożeń, pragmatycznych konsekwencji. Takie zagrożenie jednak także istnieje. Sama profanacja, bluźnierstwo powoduje niszczenie kultury, stosunków międzyludzkich, co też ma swoje skutki w postaci cierpienia ludzi wierzących. Jeśli chodzi jeszcze o symbolikę satanistyczną, to teolodzy, a także egzorcyści mówią o tym, że realistyczne symbole przywołują świat demoniczny. Jeżeli te symbole są gdzieś w kulturze obecne, oswojone, propagowane, to po pierwsze, budzą jakieś zainteresowanie stroną demoniczną, a po drugie, mogą w pewnych sytuacjach, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi niebędących w stanie łaski uświęcającej, spowodować otwarcie na świat demoniczny. Symbole okultystyczne, satanistyczne, jak to wiemy z tradycji duchowej, mają pewien rodzaj realnej mocy. To wynika z koncepcji symbolu zawartej w tradycji teologicznej, chrześcijańskiej, jeszcze przed krytycyzmem oświeceniowym, który totalnie zaprzeczył mocy symboli, forsując tezę, że można się nimi jedynie bawić, bo to kwestie umowne. My się z tym nie zgadzamy, uważamy, że zaprzeczanie tezie, jakoby symbole miały odniesienie do rzeczywistości, to nie tylko błąd teologiczny, ale także filozoficzny. Symboli nie można bagatelizować. Tego nigdy nie było w żadnej tradycji duchowej, one zawsze odnosiły się z respektem do sfer symbolicznych. Teraz, przy naszym postmodernistycznym ogłupieniu i kompleksach relatywistycznych, bawimy się wszelkimi symbolami, sacrum miesza się z profanum. Myślę, że ten protest to także okazja, by poza przykrą sytuacją, od której zaczęliśmy rozmowę, przypomnieć o zapomnianym znaczeniu symboli.

 

W jednym z artykułów przeczytałam, że przedstawiciele Agros Nowa zamierzają prowadzić pozytywną komunikację marki, w ramach której mają pokazać „różne oblicza dobrych Demonów”. Czy w ogóle są „dobre demony”?

 

To wyraźna przewrotność ze strony producentów. Słowo „demon” pochodzi z języka greckiego i pierwotnie miało znaczenie raczej neutralne. Owszem, były złe i dobre demony, daimoniony. Tu mamy do czynienia z przewrotnością, bo z taką intencją i w formie, w której prezentuje to Agros Nova, słowo „demon” nabrało już innego znaczenia, znaczenia antychrześcijańskiego, promowania wroga Boga, wroga człowieka, źródła zła. Agros Nova wyraźnie odnosi się do zła. Tu co więcej występuje jeszcze postać Nergala, o którym wszyscy wiemy, co zrobił, więc to już nie jest neutralny kontekst, gdzie były dobre i złe demony, i można sobie wybierać. To ignorancja, albo wielka przewrotność. O tym trzeba mówić. Tym bardziej, że Agros Nova promuje złe formy demonów. Jeśli gdzieś pojawiłby się grecki daimonion, to moglibyśmy się zgodzić, że to jakaś metafora bytu duchowego. To byłaby dopiero neutralność!


Rozmawiała Marta Brzezińska