Miałem niedawno rozmowę na tematy liturgiczne z jednym moim współbratem. Rozmowa ta dała mi trochę do myślenia, dlatego dzielę się tym na blogu.
Gościłem niedawno w jednym z mariańskich domów, gdzie istnieje chwalebny zwyczaj wspólnego wypicia porannej kawy po śniadaniu. W trakcie kawowej pogawędki, jeden ze współbraci z pokolenia moich Rodziców, czyli urodzony krótko przed wojną, nagle się zwrócił do mnie: "Skoro mamy tu liturgistę, muszę o coś zapytać. O której godzinie należy zaczynać Wigilię Paschalną?" Nieco zdziwiony odpowiedziałem: "Księże, tak jak w Mszale stoi. Jest napisane, że nie wolno zacząć zanim nie zapadnie noc i trzeba się tego trzymać". Na co on od razu: "A ja słyszałem w radio, że w jednej katedrze w tym roku zaczęli o 18". Ja na to: "A co ja mogę na to powiedzieć? To był oczywisty błąd, ale biskup już bierze to na swoją odpowiedzialność".
Na co on wtedy machnął ręką i powiedział lekceważąco: "A ja to w ogóle pamiętam z młodości, jak odprawiało się w sobotę rano. I w ogóle pamiętam jak w różnych kwestiach wprowadzali różne rzeczy, potem odwoływali. Na przykład, najpierw wprowadzili na znak pokoju 'Pokój nam wszystkim', a potem zaczęli tego zakazywać".
Potem już rozmowa skręciła na jakiś inny temat, ale ja chyba zrozumiałem perspektywę, z jakiej patrzy na liturgiczną praktykę i liturgiczne normy ten mój starszy współbrat. W ciągu swego życia był on świadkiem całego ciągu reform liturgicznych, od reform Piusa XII poczynając. Z jego punktu widzenia liturgia to nieustająca prowizorka, gdzie co chwila coś się zmienia i wszystko jest chwilowe. Dlatego nie ma sensu zbyt serio traktować także obowiązujących dziś norm liturgicznych, bo to też prowizorka, która w każdej chwili może ulec zmianie; to co dziś nakazane, jutro może zostać zabronione i odwrotnie. Zresztą, czy ci, którzy wypracowali reformę liturgii, sami nie dali powodu do takiego myślenia? O. Joseph Gelineau SJ, jeden z ważniejszych ekspertów "Consilium" wprost napisał w jednej ksiażce w latach 70-tych, że liturgia jest nieustającym placem budowy, zaś Annibale Bugnini uważał, że Mszał Pawła VI będzie obowiązywał najwyżej przez jedno pokolenie i zdaje się że nie miał na myśli kolejnego wydania Mszału, jak to z 2002 r., tylko nową reformę liturgii.
Pomyślałem o tej rozmowie również w kontekście dyskusji wokół tegorocznego nieszczęsnego Grobu Pańskiego u dominikanów i blogowego komentarza przeora, który przyznał, że normy liturgiczne nie zostały zachowane, ale to nic wielkiego. Myślę, że tu też dochodzi do głosu ten sposób myślenia o liturgii jako o nieustającej prowizorce, gdzie normy są chwilowe, a przez to mało wiążące. Tu wcale nie musi chodzić koniecznie o jakiegoś ducha buntu i nieposłuszeństwa czy też lekceważenia wobec świętości, tylko właśnie o to poczucie prowizorki, którym jakoś jesteśmy ukąszeni.
Oczywiście, w pewnym sensie liturgia jest prowizoryczna i tymczasowa, w takim sensie, w jakim tymczasowe jest całe nasze życie doczesne. A jednak w naszym życiu jest wiele spraw stałych i wiążących. Siła oddziaływania rytuału liturgicznego, jego zdolność do przeobrażania naszego życia i wprowadzania nas w komunię z Bogiem polega m.in. właśnie na jego powtarzalności i stabilności. Max Thurian napisał kiedyś o spontaniczności w liturgii, że polega ona na tym, że spontanicznie wykonuje się liturgiczny rytuał jako coś własnego (niestety, nie umiem odnaleźć źródła, ale pewien jestem że przeczytałem to kiedyś u Thuriana) - coś takiego jest możliwe tylko wtedy, gdy rytuał liturgiczny jest stabilny, przy prowizorce to nie działa – pisze ks. Maciej Zachara.
Blog ks. Zachary: www.liturgia.pl
Ks. Maciej Zachara - marianin, liturgista, uzyskał doktorat z liturgiki w Papieskim Instytucie Liturgicznym w Rzymie. Wykłada w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie, autor książki "Msza święta. Liturgiczne ABC".

