O. Leon: Gwiżdżę na to, co zrobią z moim ciałem po śmierci… Czy Kościół dopuszcza kremację? - zdjęcie
05.04.16, 19:54

O. Leon: Gwiżdżę na to, co zrobią z moim ciałem po śmierci… Czy Kościół dopuszcza kremację?

2

Łukasz Wojtusik: Można się nauczyć normalnie rozmawiać o śmierci?

 

Leon Knabit OSB: Trzeba najpierw się z nią oswoić, jeśli to w ogóle możliwe. Lęku nie da się chyba przezwyciężyć. Jezus też się zalewał krwawym potem, lękał się fizycznego cierpienia, choć wiedział przecież, co go czeka. Z kolei św. Ignacy Loyola mówił: „Mogę odejść dziś, choćby teraz. Przyjmuję śmierć z wszystkimi jej konsekwencjami, cierpieniem, boleścią. Jeśli taka Twoja wola, weź mnie do siebie”. Jeśli to możliwe, powinniśmy po prostu jak najmniej grać, nie rozgrywać śmierci między sobą a rodziną, między tymi, którzy uczestniczą w umieraniu bliskiego. Trzeba szukać prawdy tego trudnego doświadczenia. I trzeba wiele cierpliwości.

 

Co ojciec sądzi o praktyce kremacji zwłok?

 

Dziś nie ma z tym żadnego problemu! No chyba, że skremowanie ciała byłoby znakiem protestu przeciwko nauce Kościoła. Są specjalne obrzędy, cały biznes związany z produkowaniem specjalnych pojemników na prochy. Teraz decyzja należy do umierającego albo rodziny.

 

Ojciec jak chce być pochowany?

 

W Tyńcu na pewno nie będą mnie kremowali! (śmiech) Zresztą gwiżdżę na to, co zrobią z moim ciałem po śmierci.

 

Nie wydał ojciec żadnych zaleceń?

 

Nie. Po co?

 

Ale jednak przyzna ojciec, że widok urny zamiast trumny ciągle jeszcze budzi w Polsce emocje.

 

I ludzie mnie pytają, czy  tak można. Trzeba pamiętać, że w Polsce samo słowo „krematorium” budzi bardzo złe skojarzenia. Myślę, że tu leży problem. Od strony dogmatycznej i etyczniej kremacja nie jest żadnym szczególnie kontrowersyjnym wymysłem. Jedynie robaczki na cmentarzu mogą być nieco urażone, bo nie będą miały czego jeść. Może niedługo wyginą z tego powodu, że przerzucamy się na błyskawiczną wersję stwierdzenia „w proch się obrócisz” (śmiech).

 

Żarty się ojca trzymają. Ze śmierci można sobie żartować?

 

Jeśli tylko nie obraża się cierpiącego człowieka – czemu nie! Proszę zauważyć, że często podczas stypy następuje taki moment, w którym zebrani ludzie zaczynają wspominać zmarłego. Wtedy niejednokrotnie opowiadają o nim anegdoty. Są tacy, którzy proszą, by po ich śmierci było wesoło. Ich życzeniem jest, by ludzie nie płakali, by się radowali, żeby nie było żalu po odejściu, tylko nadzieja na zmartwychwstanie.

 

I nie prowadzi to do trywializacji znaczenia obrzędów związanych ze śmiercią?

 

Czasem trzeba jakoś rozładować emocjonalną bombę. Świetnie to rozumiem. Przecież zdarzają się sytuacje, w których w najbardziej poważnym momencie nagle coś pęka i człowiek dławi się ze śmiechu. Może to nerwy. Podczas okupacji umarł pewien młody człowiek, na jego pogrzeb przybyła śmietanka warszawskiego podziemia, wszyscy się bali, ponieważ Niemcy często obstawiali kościoły i istniało realne prawdopodobieństwo wpadki. Atmosfera była bardzo napięta. To były ciężkie czasy, niektórzy goście pojawili się na pogrzebie w pożyczonych garniturach, bo w czasie wojny o porządną marynarkę było naprawdę ciężko. Kiedy zdejmowano trumnę z katafalku, jednemu z gości pękły spodnie w szwach, w głównym szwie i wychynął z tej dziury spory kawałek białej koszuli. Ludzie spostrzegli, co się dzieje i nie mogli się powstrzymać od śmiechu, mężczyzna po chwili się wycofał, ale osoba, która mi opowiadała o tym wydarzeniu, mówiła, że do końca pogrzebu trudno jej było zachować powagę.

 

Czarny humor.

 

Ale do kogo mieć tu pretensje? Jeszcze jeden przykład. Dawniej przed zamknięciem trumny całowano zmarłego, a przed samym jej złożeniem do ziemi rodzina podchodziła i całowała krzyż. Organizatorzy pogrzebu, by ułatwić dostęp do trumny, zrobili pomost z desek. Był oczywiście człowiek, który zarządzał całą ceremonią. W pewnym momencie do trumny podeszła wnuczka zmarłej, młoda, nowoczesna kobieta, ubrana jak Pan Bóg przykazał, na czarno, z jednym zastrzeżeniem –  jej spódnica miała długość kilkunastu centymetrów. Bulwersujący widok /uśmiech/.  Kiedy panienka pochylała się nad trumną, mężczyzna – organizator, nie wytrzymał i wypalił wśród grobowej ciszy: „Ale dupa!”. Sytuacja czasem może się nam wymknąć spod kontroli.

 

Fragment książki Łukasza Wojtusika i Ojca Leona Knabita OSB pt. „Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko” – Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Komentarze (2):

anonim2016.04.5 20:28
Ja byłem na stypie po pogrzebie mojego wujka. I co? I nic . Po jakimś czasie też było wesoło, bo ludzie od czasu do czasu sobie żartowali lub opowiadali wesołe historyjki. Niekoniecznie to były anegdoty o zmarłym.
anonim2016.04.6 11:22
Tak jest - śmierć uwalnia od krzyża, który każdy powinien nieść za Chrystusem. A ten krzyż to nic innego jak życie z próbą przestrzegania dekalogu we współpracy ze Zbawicielem.