Na swoim blogu na portalu Areopag XXI o. Ksawery Knotz odnosi się do sprawy otrzęsin w salezjańskim gimnazjum, która jego zdaniem nie jest tylko incydentem, o którym można zapomnieć. Zdaniem zakonnika, sytuacja ta mówi wiele o „nas jako o odbiorcach informacji, świeckich i katolickich”, „o wspólnocie wiary - jej solidarności z osobami skrzywdzonymi”, o „przygotowaniu Kościoła na reagowanie w sytuacjach kryzysowych”.
„To co się wydarzyło po pojawieniu się newsa w lokalnej TV można zrozumieć, gdy ma się świadomość istnienia dwóch paralelnych światów – świata rzeczywistego i świata wykreowanego przez media” - pisze kapucyn i powołuje się na Ryszarda Kapuścińskiego, który twierdził, że współczesne media już nie opisują rzeczywistości, ale ją kreują, narzucają swoją wizję świata.
„Gdy próbujemy oceniać co się stało we wspomnianej szkole musimy być świadomi, do której rzeczywistości się odwołujemy. Czy odwołujemy się do emocji powstałych na bazie interpretacji zdjęcia czy do emocji jakie przeżywali uczestnicy zabawy? Czy chcemy ustalać fakty poprzez rozmowę z księdzem i młodzieżą, czy będziemy interpretować zdarzenia na podstawie skojarzeń związanych z ich fotograficzną odbitką” - stawia sprawę jasno o. Knotz.
Zakonnik podkreśla, że to realne wydarzenie to od dawna znany zwyczaj (wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „kolano Neptuna” czy „kolano Prozerpiny”). „Pocałowanie kolana Neptuna, pokrytego musztardą, śmietaną, dżemem czy czekoladą jest ostatnim etapem poprzedzającym stanie się pełnoprawnym uczestnikiem grupy. Aby tradycji było zadość uczniowie całowali posmarowane kolano „władcy mórz” – Neptuna szkoły, jej dyrektora, a zarazem księdza” - wyjaśnia o. Knotz i dodaje, że przecież zasadniczym elementem zabawy w salezjańskim gimnazjum było dotknięcie ustami nie kolana księdza, ale grubej warstwy pianki do golenia. Zakonnik zauważa również, że w zabawie brali udział tylko chętni uczniowie, a więc nie czuli się upokorzeni.
„Media nie przedstawiały nam relacji z wydarzenia, ale komentarze oparte na grze skojarzeń jaka może się pojawić przy oglądaniu zdjęcia. Inne skojarzenia mają ludzie znający ryt otrzęsin z własnego doświadczenia, inaczej ludzie, którzy nie umieją poprawnie odczytać kontekstu. Oczywiście, gdy zasugeruje się, że jest to zdjęcie symbolizujące seks oralny nastolatków z dorosłym mężczyzną, to taka interpretacja może się wydawać prawdziwa. Tym bardziej, gdy ogląda się zdjęcie z zamazanymi twarzami, które odbiera się jako komunikat, że dzieci są ofiarami molestowania seksualnego ze złapanym na gorącym uczynku pedofilem. Skojarzenia nie mówią jednak nic o tym co się wydarzyło naprawdę w Salezjańskim Gimnazjum, a jedynie o tym co się dzieje w umyśle ludzi oglądających zdjęcie” - pisze o. Knotz.
Zakonnik podkreśla, że medialny przekaz na temat otrzęsin to po prostu pikatna interpretacja tylko i wyłącznie na podstawie zdjęcia, bo przecież dziennikarzom nawet nie chciało się pojechać na miejsce wydarzenia. „Komentarze do zdjęcia nie tylko zniesławiły oddanego młodzieży księdza, ale także są krzywdzące dla dzieci, narażając je na drwiny i zaczepki. Wielu dorosłych nie wytrzymałoby psychicznie bycia w centrum tak ostro krytykowanych wydarzeń, a co dopiero młodzież, w trudnym okresie dorastania” - podkreśla o. Knotz.
„Widzimy, że media bez trudu mogą wywołać aferę na podstawie bardzo kruchych dowodów. Wystarczy jeden news, nawet w lokalnych mediach, aby stać się znanym na całą Polskę pedofilem i zboczeńcem. Jeżeli trafi się na dziennikarza chcącego zrobić na sensacyjnej informacji karierę, na kogoś niezrównoważonego emocjonalnie, nie znającego wagi wypowiadanych słów, nie mającego szacunku dla ludzi, kogoś z problemami seksualnymi, skłóconego z Bogiem, agresywnie nastawionego do Kościoła, to każde słowo, gest, mimika twarzy mogą być wykorzystane do kompromitacji. Nie łudźmy się, że afery mogłoby nie być, gdyby ksiądz był bardziej roztropny i przewidujący. Nie mamy wpływu na to co o nas myślą, piszą i co o nas mówią, jak nas skomentują, w jakim kontekście nas umieszczą. Każdy ma zdjęcie, na którym źle wyszedł. Co się podzieje, zależy po prostu od tego na kogo się trafi i jak będzie chciał przetworzyć zdobyte informacje. Potem rusza lawina, a kolejne gazety i portale nie sprawdzają wiarygodności informacji” - punktuje zakonnik.
Zdaniem o. Knotza, „afera” z „lizaniem kolana” wcale nie skończyła się w momencie, kiedy media przestały poświęcać jej uwagę. To błąd percepcji. „Skończyła się w mediach, ale nie w realu, na który media mają wpływ. Nie ma w dzisiejszych czasach poważniejszego oskarżenia wobec kapłana, jak oskarżyć go o pedofilię. Śledztwo prokuratury, które nadal trwa!, zaczęło się nie z powodu „głupiej” zabawy, ale z powodu posądzenia o molestowanie seksualne nieletnich” - zauważa zakonnik.
O. Knotz na koniec ostrzega: „Jeżeli dzisiaj katolicy, pozwolą na bezkarne zniesławienie Księdza Dyrektora, a pośrednio prestiżu szkół katolickich, to będziemy przeżywać tego typu afery coraz częściej, a wielu niewinnych księży i nauczycieli świeckich (szczególnie tych, którzy pracują wśród młodzieży) zostanie zlinczowanych medialnie, a nawet zniszczonych psychicznie”, zaś katolicy albo w ogóle będą bali się zabierać głos albo skrytykują posądzonych za niewłaściwie zachowania. „Co "odważniejsi" będą domagać się ukarania sprawcy zamieszania - ukarania za to, że media źle o nim mówią” - konstatuje zakonnik.
eMBe/Areopag21.pl

