W tekście „Pomówmy o zasadach” w „Gazecie Wyborczej” Jacek Żakowski wraca do swojego pomysłu, by karać rodziców, którzy choć mogli zamordować swoje dziecko, to jednak tego nie zrobili. I dlatego, jego zdaniem, choć jakaś pomoc im się należy, to powinna być ona „inna”, niż w przypadku rodziców, którzy o chorobie swojego dziecka nie wiedzieli, więc nie mogli go zabić przed narodzeniem.

Oczywiście ta różnica ma być elementem budowania „państwa zasad” i udzielania odpowiedzi na pytania o to, jak pomagać. „Jedno z nich [pytań – dop. mój] dotyczy tego, czy taka sama zasada reguluje wsparcie dla osób dotkniętych nieprzewidywalnym i niezawinionym nieszczęściem oraz osób, które ponoszą skutki podjęcia heroicznej decyzji. Moim zdaniem musi to być odmienna zasada, co nie znaczy, że komukolwiek mamy odmówić wsparcia w potrzebie. Bo przecież jesteśmy ludźmi. To znaczy, że całego zła świata nie zlikwidujemy, musimy dokonywać wyborów” - oznajmia Żakowski.

A jego rozumowanie oznacza, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że jego zdaniem zamordowanie dziecka, tylko dlatego, że jest ono niepełnosprawne, jest wyborem dopuszczalnym i godnym wsparcia przez państwo. Rozstrzygnięcie jakie proponuje oznacza bowiem, zupełnie wprost, że państwo będzie promować zabójców i uznawać życie osób niepełnosprawnych za niegodne życia. A rodziców, którzy zachowują się moralnie będzie karać finansowa. Oto prawda o lewicy i jej stosunku do słabszych... Lewicowa eugenika wciąż jest żywa.

Tomasz P. Terlikowski