Kiedy skandale seksualne zaczęły wychodzić na jaw, media ujawniały kolejne, przykre dla Kościoła fakty, towarzyszyło mi bliskie zgorszeniu zdziwienie reakcją Kościoła na to, co się dzieje. Chodzi mi przede wszystkim o to, że nie dostrzegałem w Kościele zdecydowanej, jednoznacznej chęci potępienia pedofilii wśród księży i jak najszybszego, jak najsprawniejszego działania przeciw takim zjawiskom. Z wielką ulgą przyjąłem działania Benedykta XVI, który zaczął nazywać sprawy po imieniu, pisał kolejne dokumenty, zaczął tworzyć cały etos postępowania wobec tego typu faktów. Cieszyłem się, że nie straciliśmy instynktu samozachowawczego, zmysłu moralnego, ewangelicznego. To moje najbardziej osobiste doświadczenie.
Zanim kard. Ratzinger został papieżem, był wybitnym teologiem, więc zawsze z wielkim zainteresowaniem sięgałem po jego książki. Już jako Ojciec święty kontynuował intelektualną pracę nad wiarą, co dla mnie także było czymś ważnym oraz istotnym, jak sądzę dla Kościoła w Polsce. Nie da się ukryć, że my Polacy nie podchodzimy do teologii z jakimś wielkim pietyzmem. Nie jesteśmy mocni w tej dziedzinie, nas bardziej od teologii pociąga dewocja. Benedykt XVI podchodzący do wielu spraw z pieczą o intelektualne ich uzasadnienie jest dla mnie – dominikanina – wielkim autorytetem.
Not. Marta Brzezińska
