W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami uniemożliwiania wystąpień i odwoływania spotkań autorskich na kilku polskich uczelniach. O tym, jakie treści mogą się pojawiać w akademii, powinni decydować niezależni wykładowcy. Czy tak jest w rzeczywistości?

 

Uniwersytet Szczeciński odwołał spotkanie z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim dotyczące jego książki „Zapomniane ludobójstwo na Kresach". Prof. Jerzy Robert Nowak, zaproszony na międzynarodową konferencję dotyczącą relacji polsko-niemieckich, nie mógł wystąpić na Uniwersytecie Wrocławskim, a dr Sławomirowi Cenckiewiczowi zamykano sale wykładowe w Opolu i Rzeszowie. O tych sprawach dyskutowano niedawno w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać".

W ostatnich dniach, na jednej z najlepszych katolickich uczelni w Stanach Zjednoczonych, władze zaprosiły Prezydenta Baracka Obamę, do wygłoszenia wykładu. Zapowiedziano także odznaczenie Prezydenta tytułem honorowego doktora prawa. W reakcji na te decyzje, trwa akcja protestacyjna, manifestowanie niezgody i rozgoryczenia. Studenci i akademicka społeczność Notre Dame University jest oburzona wyróżnieniem kogoś, kto promuje aborcję i związki jednopłciowe, niezgodne z duchem uczelni i z katolicką nauką społeczną.

Które tematy okazują się tak niebezpieczne, że nie należy ich podejmować w murach uniwersyteckich? Czy współczesne uczelnie sprzeniewierzają się misji wolnej wymiany poglądów? - stawiano w programie Pospieszalskiego pytania o poprawność polityczną i konformizm paraliżujące polskie akademie. Opór chrześcijan do honorowania kogoś godzącego w ich wartości, jest zrozumiały. Czy jednak studenci nie powinni się z Obamą spotkać i powiedzieć mu, co myślą o świętości ludzkiego życia?

 

JaLu/Wartorozmawiac/CNSnews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »