Prof. Winczorek w krótkim komentarzu „Knebel na pluralizm” zawarł chyba wszystko, co „Wyborcza” lubi najbardziej. Podważenie racjonalności przeciwnika, sprowadzenie jego opinii do absurdu, a także iście pedagogiczne wyjaśnienie czytelnikom o co właściwie temu dzikiemu przedstawicielowi ciemnogrodu chodzi. Przyznam, że tekst czytałem bez świadomości, kto jest jego autorem. Liczyłem na jakąś starą publicystyczną wygę z pierwszej linii frontu walki z reakcją i siłami wrogimi postępowi. A tu przykra niespodzianka: jeden z najwybitniejszych polskich konstytucjonalistów.

 

Wszystko przez tekst Tomka Terlikowskiego „Knebel na poglądy”, jaki opublikował 1 lutego w dzienniku „Rzeczpospolita”. Naczelny portalu Fronda.pl zauważył, że przeciwnicy tzw. związków partnerskich spotykają się ze swego rodzaju dyskryminacją w czołowych mediach. Zdaniem Winczorka, Terlikowski mówi nieprawdę. Dlaczego? Bo gdyby rzeczywiście katolicy byliby dyskryminowani w mainstreamowych mediach, to... Terlikowski nie publikowałby w „Rzepie”, ani w żadnych innych gazetach.

 

Na nic tłumaczenia katolickiego publicysty, że jesteśmy świadkami tworzenia fałszywego pluralizmu. Bo prof. Winczorek i tak wie czym jest „prawdziwy pluralizm” wg Terlikowskiego: „w dyskursie publicznym pozycję dominującą, o ile nie wyłączną, zajmowałyby poglądy, których wyrazicielem jest red. Terlikowski”. Jasne? Jasne. Ecce homo, ecce Terlikowski. Oto katol, oto totalniak!

 

Dlatego katole, morda w kubel! Bo jak Wam źle, to i gazetki zabiorą... A minister Boni już czuwa.

 

Aleksander Majewski