Podniesiono rękę na wizerunek Matki Bożej w Jasnogórskim sanktuarium. Jak odebrali to ojcowie paulini, strzegący Ikony od wieków?
Z dużym szokiem odebraliśmy ten fakt, że został dokonany akt profanacji. Sam dowiedziałem się o tym w godzinę po tym zdarzeniu. Ono zrobiło duże wrażenie na paulinach i pielgrzymach, którzy płakali, wyrażali swoją miłość do Maryi. Otrzymaliśmy również liczne sygnały jako dowody szczerej troski, współczucia i solidarności z Jasną Górą.
Taki akt nie miał miejsca przez kilkaset lat.
To był akt fizycznej profanacji. Ostatni miał miejsce w 1430 r. gdy w święta Wielkanocy grupa związana z sektą Husytów, obrazoburcza, nieakceptująca materialnych przedstawień związanych z wiarą, wyjęła obraz z ram. Oni profanowali i świadomie niszczyli Ikonę. Ślady tej profanacji widać do dziś na twarzy Maryi. One nie są namalowane – co potwierdzili konserwatorzy zabytków.
To były ciosy zadane nożem?
Tak, bluźniercze ciosy zadane ostrym narzędziem. Jest ich więcej na obrazie, niż tylko dwie blizny na policzku Matki Bożej.
Co się stało w ostatnią niedzielę?
Napastnik pojemnikami z czarną farbą i jakimiś odczynnikami, o których nie wiemy nic więcej, celował i rzucił w twarz Maryi. To była świadoma profanacja. Ten fakt jest szokujący.
Co to znaczy dla ojca?
- Moja refleksja idzie w najpierw w kierunku niebezpiecznych zmian zachodzących w Polsce, Europie i świecie w stosunku do chrześcijaństwa. Patrząc na to, co się wokół nas dzieje, nie ma wątpliwości, że atmosfera kontestowania Kościoła Katolickiego, szyderstwa z wiary, z wartości chrześcijańskich, odsuwania katolików na margines życia społecznego, z poziomu werbalnego przybiera w końcu formę fizycznej konfrontacji, bezpośredniego ataku. Aura szyderstwa staje się dźwignią uruchamiającą wrogie postawy względem ludzi wierzących i znaków ich wiary. Agresja wobec Obrazu Maryi na Jasnej Górze ma, jak się zdaje, właśnie tutaj swoje podstawowe źródło. Tym samym wpisuje się w zachodzące procesy jako element wojny kulturowej z tym, co tradycyjne, z korzeniami chrześcijańskiej Europy. Różne grupy ideologów współczesnych nie ukrywają, że chodzi im o stworzenie "nowego człowieka", "nowego społeczeństwa" bez Boga, bez odniesienia do wiecznych wartości płynących z wiary w Chrystusa. Chrystianofobia różnych wpływowych grup nacisku w Polsce i w Europie z natury rzeczy prowadzić musi najpierw do eliminacji znaków chrześcijańskich, a następnie przerodzić się - kto wie? - fizyczną agresję względem wierzących. W moim odczuciu istnieje pilna potrzeba, by przedstawiciele Kościoła w Polsce zabrali głos w kwestii profanacji dokonanej na Jasnej Górze, bo było ono - jak by na to nie spojrzeć - bezprecedensowym zdarzeniem. A my, wierzący, byśmy głośno zaprotestowali przeciw antychrześcijańskim atakom.
Czy jednak nawet stanowczy komunikat czy list, to powstrzyma? Może należałoby wpłynąć na rządzących np. naszym krajem, aby takie czyny były surowo zabronione, ścigane i karane. Aby władza dała sygnał, że to jest karygodne i godne potępienia.
Oczywiście, taki postulat byłby całkowicie słuszny. Co jednak pokazuje rzeczywistość? Władza akceptowała profanację krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Tam dochodziło do wyjątkowo drastycznych scen szyderstwa z krzyża Chrystusa. Podobnie, bluźniercze postępowanie z Księgą Słowa Bożego uzyskało oficjalną kwalifikację jako wyraz ekspresji artystycznej, a osoba, która tego aktu dokonała stała się "bywalcem salonów". Przecież rządzący to widzą i co? Przypuszczam, że tego rodzaju zjawiska będą się powtarzać, a nawet może nastąpić ich eskalacja, widzimy bowiem, że istnieje jakiś system przyzwolenia na atak wobec ludzi wierzących, w tym przedstawicieli Kościoła. Katolicy mają prawo upomnieć się o uszanowanie względem własnych przekonań, ale musimy do czynić bardziej zdecydowanie niż dotychczas. I uważać, by na skutek eskalowania napięć przez rozmaite "wpływowe ośrodki" nie zatracić tego skarbu, jakim jest jedność Kościoła - Ciała Chrystusa. A nade wszystko jesteśmy wezwani do głębokiego nawrócenia i trwania w wierności Chrystusowi.
Co to oznacza dla nas? Jak mamy chronić wiarę?
Każdy z nas jest tym sanktuarium, w którym Bóg wybrał sobie mieszkanie. Powinniśmy bronić w sobie żywej obecności Boga, Jezusa Chrystusa. Nie profanować Go w sobie. Traktujmy to bardzo poważnie w obliczu tego, co wydarzyło się w narodowym sanktuarium. Do tego szczególnie dziś zachęcam.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
