Marta Brzezińska: Co takiego musi się wydarzyć, że kobieta jest w stanie targnąć się na życie swojego dziecka? Na cząstkę siebie samej?
Józef Augustyn SJ: Zacznę od postawienia innego pytania: Dlaczego w ogóle o tym mówimy? Dlaczego sprawą małej Madzi interesuje się teraz cała Polska? Dlaczego refleksja nad tą dramatycznie trudną sytuacją i jej przyczynach sprowadzamy jedynie do psychologii? Dlaczego nie pytamy o moralność, o najgłębsze podstawy życia ludzkiego. Graniczne sytuacje ludzkie rodzą pytanie o moralność, duchowość i o religię. Co każe człowiekowi nie krzywdzić drugiego?
Takich pytań unikamy jednak jak ognia. Zamiast tego niesprawiedliwie oceniamy, oskarżamy, odrzucamy, potępiamy. Ileż brutalnych słów padło pod adresem matki Madzi, choć nie znamy jeszcze ani pełnej wersji zdarzeń, ani tym bardziej jej samej. Znalezienie ciała dziecka nie wyjaśnia przyczyn jego śmierci. Był to nieszczęśliwy wypadek? Zbrodnia? A może jeszcze coś innego? Poza tym interesujemy się całą sprawą jak meczem piłkarskim. Ale to nie są przecież igrzyska sportowe. To ludzkie życie.
Dlaczego człowiek jest w stanie zabić? Posunąć się do kroku ostatecznego?
Ukazała się kiedyś książka pt. „Każdy zabić może”. Niektórzy Ojcowie Pustyni mówili podobnie: każdy człowiek jest zdolny do najgorszego. Nie możemy przewidzieć do końca, do czego jesteśmy zdolni w sytuacji ekstremalnej. Niejednokrotnie ukazywały to czasy wojny, przewrotów rewolucyjnych. W czasach wojny najlepsi obywatele stawali się niekiedy zbrodniarzami, a złodzieje i prostytutki wznosili się na szczyty heroizmu. Mówi o tym Andrzejewski w książce „Popiół i diament”. „Co miało znaczenie w czasie wojny, może nie liczyć się w czasie pokoju” – twierdzi jeden z bohaterów powieści. Przykazanie: „Nie zabijaj” dotyczy wojny i pokoju, dobrego i złego samopoczucia, stanu zdrowia i choroby. Ani terror wojenny, ani cierpienia, ani choroba taka czy inna nie dają prawa do zabijania.
Jako anegdotka krąży w moim zakonie wspomnienie o pewnym ojcu, który na wieść o zbrodni dokonanej w miejscowości, w której mieszkał, modlił się w czasie nabożeństwa: „Módlmy się o to, abyśmy nie zabijali”. To wcale nie jest bezsensowna, głupia modlitwa, jakby się mogło zdawać.
A jaki jest stopień świadomości i dobrowolności czynu człowieka, który zabija, to do końca wie tylko jeden Bóg. Psychiatrzy i terapeuci nie mają dostępu do duszy ludzkiej. Właśnie zamordowanie dziecka przez jego matkę pokazuje, jak blisko jest zbrodnia każdego z nas.
Kiko Arguello, założyciel wspólnot neokatechumenalnych, powiedział kiedyś: „Chcesz mieć piekło na ziemi, zabij człowieka”. W człowieku, który dokonał zbrodni, pojawia się piekielne wręcz poczucie winy. Objawia ono świętość ludzkiego życia. Człowiek nie jest panem swojego bliźniego i nie ma władzy nad jego życiem.
Ale trudno przecież winić kogoś, kto dokonał zbrodni będąc niespełna rozumu.
Odpowiedzialność człowieka za siebie i swoje czyny - to nie jest prosta sprawa. Kiedy dla interpretacji czyjegoś zachowania posługujemy się jedynie prostymi mechanizmami psychologicznymi wszystko układa się w jedną całość, jak klocki lego. Gdy jednak uwzględnimy jego wolność, moralność i duchowość, nic nie jest już proste. Motywy ludzkiego działania komplikują się. Zadziwia mnie, z jaką pewnością siebie wypowiadają się niektórzy w mediach o konkretnych ludziach i ich zachowaniu.
Pani mówi o braku poczytalności osoby w chwili dokonywania zbrodni. Ale odpowiedzialność człowieka za swoje życie nie sprowadza się do jednej chwili, w której dokonuje tragicznego czynu. Zwykle za jednym nieodpowiedzialnym czynem są dziesiątki lat nieodpowiedzialnych wyborów, decyzji, czynów; drobnych – jak by się mogło zdawać, ale dla całego życia istotnych. Człowiek odpowiada za całe swoje życie, od wczesnej młodości aż do śmierci. Jeżeli posyłamy małe dzieci do spowiedzi przed Pierwszą Komunią, to dlatego, że wierzymy, że w jakiś sposób są one odpowiedzialne za swoje zachowanie. Człowiek jest zobowiązany uczyć się odpowiedzialności całe życie i za całe swoje życie. Już trzynastolatkom trzeba mówić, że dziś uczą się odpowiedzialności za swoje zachowania w wieku dorosłym.
Oczywiście, trudno robić rachunek sumienia osobom będącym w stanie psychicznego rozbicia, gdy w całkowitym zamroczeniu targają się na własne lub cudze życie. To za późno. Ale dla nas takie sytuacje są wyzwaniem: Jak ja zachowałbym się w krańcowo trudnej sytuacji. O naszym zachowaniu decyduje całe nasze dotychczasowe życie – tego musi być świadom każdy z nas.
Gdybyśmy usprawiedliwiali ludzkie czyny jedynie brakiem poczytalności w chwili popełnienia zbrodni (zresztą, czy byłaby to wtedy zbrodnia), musielibyśmy uwolnić z więzienia niemal wszystkich zbrodniarzy. O Breiviku, norweskim mordercy 77 osób, psychiatrzy sądowi orzekli: on jest niepoczytalny. Ale niemal natychmiast psychiatrzy więzienni powiedzieli przeciwnie: on jest psychicznie zdrowy. Skąd ta skrajność oceny? Na jakiej podstawie jedni twierdzą tak, drudzy tak? Widzimy tu jakąś arbitralność ludzkich sądów, gdy odwołujemy się jedynie do prawa państwowego a lekceważymy sumienie i odpowiedzialność moralną.
Ludzie robią nieraz rzeczy straszne z bólu, którego nie umieją, ale też nie chcą dźwigać. U podłoża wielu schorzeń psychicznych leży przecież cierpienie, które przekracza wszelkie ludzkie granice. Wbrew wszystkiemu człowiek jednak musi brać swoje życie w swoje ręce, starać się dźwigać je takim, jakie ono jest; wbrew cierpieniu, krzywdzie i innym przeciwnościom losu. Jeżeli ktoś wyładuje swoją frustrację w akcie nienawiści, czy poprawia swój los? Wtedy zaczyna się prawdziwe piekło na ziemi.
Ale nie wszyscy przecież zachowują się w taki sposób pod wpływem cierpienia. Bywa odwrotnie. Niektórzy wznoszą się na szczyty bohaterstwa. Pokazały to obozy koncentracyjne, łagry sowieckie. Dlaczego więc dla jednych sytuacje graniczne stają się okazją do heroizmu, a dla innych do zdrady i zbrodni? Oto tajemnica ludzkiego serca.
Co kieruje matką, która jest w stanie targnąć się na życie swojego dziecka? To też może być taki ból? Cierpienie spowodowane tym, że nie może sobie poradzić ze swoim dzieckiem?
Czysto biologiczne przywiązanie matki do dziecka bywa nieraz źródłem tragedii. Matka chora psychiczne usiłuje ochronić dziecko zadając mu śmierć. W swoich urojeniach zdaje się jej, że w ten sposób broni dziecko przed cierpieniem, przed krzywą innych ludzi. Dobrze pokazane to jest w filmie Agnieszki Holland „W ciemności”. Ukrywająca się w kanałach kobieta żydowska rodzi dziecko. Wszyscy usiłują jej pomagać. Kobiety chcą opiekować się niemowlęciem, ale matka zazdrośnie zabiera je. „To moje dziecko” – mówi i w końcu je dusi. Gdy wraca Socha, opiekun ukrywających się Żydów, mówi, że jego żona gotowa była zaopiekować się niemowlęciem.
Matki niedojrzałe, psychicznie chore traktują swoje dzieci jak swoją biologiczną własność. Ale tak samo traktują dzieci matki, które dokonują aborcji. Owa biologiczna więź jest tak silna, że matka woli raczej zadać dziecku śmierć, niż je oddać innym do adopcji. To jedna z wielu przyczyn, dla których kobieta dopuszcza się takiego czynu.
Oczywiście istnieją dziesiątki różnych innych powodów, których tu nie jesteśmy w stanie omówić. Gdybyśmy nawet wyłuskali je, i tak nie wyjaśnimy wszystkiego. Tak wielkie zło, jakim jest zabójstwo, pozostaje tajemnicą ludzkiej nieprawości: świadomej czy też nieświadomej. W moim odczuciu ma w nim swój udział także jakiś demon, duch śmierci, odwieczny wróg człowieka.
Mówi Ojciec o więzi, która powoduje, że matka jest w stanie zabić swoje dziecko, byle go nie oddać. Ale przecież co innego mówi biblijny przykład przypowieści o królu Salomonie. Tam matka była w stanie oddać dziecko obcej kobiecie, byle ocalić je od śmierci...
Dojrzałe macierzyństwo nie jest skoncentrowane na biologicznej więzi z dzieckiem. Matka nie traktuje wówczas ani płodu, ani też noworodka, jako swojej własności. To dwie różne sytuacje. Matka z przypowieści Salomona, to zdrowa kobieta, która naprawdę kochała swoje dziecko. Jego życie nie było dla niej ważniejsze od więzi z nim. W filmie „W ciemności” chodzi natomiast o kobietą niedojrzałą, w stanie obłędu. Stąd też po zabójstwie dziecka otoczenie wcale jej nie potępia. Rozumie jej rozpacz. Wcześniej opuścił ją przecież mężczyzna, ojciec dziecka.
Zbanalizowaliśmy dzisiaj kontakty seksualne, zrobiliśmy z nich miejsce rozrywki. Tymczasem kontakt seksualny, poczęcie dziecka, wydanie na świat – to niezwykła tajemnica. Danie życia nowemu człowiekowi – to Boska rzecz.
Dziecko w pierwszych miesiącach potrzebuje sto procent uwagi swojej mamy. Niektóre z nich nie są w stanie udźwignąć tego ciężaru. Wpadają w depresję poporodową. Dlaczego?
Matka rodzi dziecko, ale ona sama nie poczyna go przecież w swoim łonie. Od chwili poczęcia mężczyzna (także wtedy - a może szczególnie wtedy - gdy nie są małżeństwem) winien roztoczyć opiekę nad kobietą i dzieckiem. Żyjemy w cywilizacji, która toleruje nieodpowiedzialność mężczyzn. Istotą macierzyństwa i ojcostwa nie jest najpierw stosunek do dziecka, ale do męża, do żony. Ojcostwo domaga się najpierw opieki nad żoną, a nie nad dzieckiem.
Jeżeli kobieta zachowuje się w sposób szalony wobec swojego dziecka, to pierwsze pytanie, jakie się rodzi: gdzie jest jego ojciec. W normalnej rodzinie rodzice temperują wzajemnie swoje niezrównoważone emocje w stosunku do dzieci. Jest to zdrowe i piękne. Matki upominają zbyt surowych tatusiów: „Co robisz, to przecież to jeszcze dziecko”. Podobnie mówią ojcowie do zbyt nerwowych matek. Wracając do filmu „W ciemności”. Gdyby mężczyzna, ojciec dziecka, nie opuścił tej kobiety, ale zaopiekował się nią, ona z pewnością nie zabiłaby ich dziecka.
Dzisiaj ciąża budzi zażenowanie, wstyd i postrzegana bywa niemal jak choroba. Skrajny lewicowy feminizm walczy nie tylko z mężczyznami, ale także i dziećmi. Dzieci jawią się niemal jako przeszkoda w drodze do wolności, kariery, komfortu, sławy itd. Kobieta, która decyduje się na pozostanie w domu, by opiekować się dziećmi, bywa nazywana z pogardą „kurą domową”, jakby służenie dyrektorowi w firmie było większym zaszczytem, niż służenie dzieciom i mężowi.
Zdaję sobie sprawę, że temat, o którym mówimy jest delikatny. Kościół nie może i nie chce niczego narzucać małżonkom. Ale też, jeżeli chcemy żyć w prawdzie, musimy sobie powiedzieć, że żyjemy w cywilizacji antynatalistycznej i nierzadko jej ulegamy.
To konsekwencja mówienia tego, że brzuch kobiety jest jej własnością i tylko ona ma prawo o nim decydować. Tu nie ma miejsca na mężczyznę.
Zdecydowana większość kobiet zachowuje się w sposób racjonalny, zdrowy. Skrajny feminizm to rodzaj mody, to lobby związane z mediami, władzą, biznesem, lewicującą kulturą.
Kobiety są gorzej traktowane w naszym społeczeństwie i słusznie walczą o swoje prawa. Przy wszystkich ukłonach naszej demokracji wobec kobiet, trzeba powiedzieć, że polityka, władza i wielkie pieniądze, to typowo męska rzecz i kobiety są źle widziane przy stole, przy którym gra się o wysokie stawki. Tylko te najbardziej zdeterminowane mogą dopchać się do tego stołu. Zaproszenia kierowane przez polityków do kobiet, by włączyły się do odpowiedzialności za państwo to wyborczy blef.
Kobiety, które wychowują dzieci samotnie, są traktowane w społeczeństwie o wiele gorzej. Często nie jest ich winą, że mężczyzna, z który się związały, okazał się niedojrzałym i nieodpowiedzialny. Zdrowe, dojrzałe kobiety nie walczą nigdy z mężczyznami. Rozumieją, że bez nich - bez mężów, ojców, braci, przyjaciół, nie potrafią dźwigać życia, podobnie jak mężczyźni bez kobiet: żon, matek, sióstr też nie potrafią.
Na rekolekcjach mówię niekiedy wprost: Odejście mężczyzny od kobiety z dzieckiem to draństwo. Ale też draństwem jest wyrzucenie męża z domu i nie dopuszczanie go do jego dziecka. Nie ma lepszej i gorszej płci. Mężczyźni i kobiety – wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i wszystkich obowiązuje ten sam dekalog. Sama biologia wymaga jednak więcej od kobiet. Stąd też zamiast walczyć z mężczyznami, winny ich pobudzać do większej odpowiedzialności.
Gdy jednak otoczenie męskie jakieś kobiety: jej ojciec, mąż, bracia, kochankowie, byli dla niej nieludzcy, trudno się dziwić, że w sytuacji granicznej traci ona rozsądek, szaleje. Nie mamy prawa takich kobiet osądzać, potępiać. Jezus miał dla nich najwyższe zrozumienie. Powiedział do nich coś cudownego: że trafią do królestwa niebieskiego przed wszystkimi, którzy samych siebie uważają się za sprawiedliwych.
Gdy mówimy o odpowiedzialności i o winie za czyny popełnione przeciwko dzieciom, to trzeba koniecznie podkreślać wspólną odpowiedzialność: mężczyzny i kobiety; męża i żony; ojca i matki.
Skoro próbuje się nas przekonać, że zabicie dziecka w łonie matki to nic strasznego, to czy zabicie noworodka musi być jakimś tragicznym złem?
Trafiła Pani w sedno sprawy. Ta granica jest sztuczna, arbitralnie wyznaczona przez jakieś lobby polityczne. Jest coś demonicznego w prawach państwowych, które zezwalają na aborcję niemal tuż przed porodem. To nie jest przestępstwo. Ale jeżeli matka zabije swoje dziecko po porodzie, idzie na wiele lat do więzienia. I kto o tym decyduje? Fundamentalna zasada życia: żyj i pozwól żyć innym. Stąd przykazanie: „Nie zabijaj”. Judaizm i chrześcijaństwo to wielkie religie życia. Jahwe mówi: „Kładę dziś przed wami życie i śmierć. Wybierajcie”. Wybierajmy życie i pomagajmy wybierać życie naszym dzieciom.
Dokąd to wszystko zmierza? Możemy powiedzieć: „stop” tej nakręcającej się machinie cywilizacyjnego absurdu?
Człowiek jest stworzony na obraz Boga i potrafi się opamiętać. W życiu człowieka, podobnie jak w świecie przyrody, istnieje równowaga. Mija niemal siedemdziesiąt lat od okrucieństwa, jakie rozpętał Hitler. To jeden z dłuższych okresów pokoju w Europie. Jeżeli przekroczy się jakąś miarę, granicę, człowiekowi i ludzkości wraca rozsądek. I w tym jest nadzieja. Pewne jednostki, grupy interesu bywają autodestrukcyjne, ale nigdy cala ludzkość.
Pewien typ psychologii ulega dzisiaj pokusie zdejmowania z ludzi odpowiedzialności. Wszystkie ludzkie zachowania usiłują wytłumaczyć mechanizmami, okolicznościami, potrzebami, pragnieniami itd. Jeżeli zlekceważymy ludzką wolność i odpowiedzialność ziemia zamieszkała przez ludzi natychmiast staje się piekłem. Już to przerabialiśmy. Poczucie winy, podobnie jak poczucie krzywdy, to jedno z najzdrowszych ludzkich odczuć. Dlaczego? Ponieważ broni życia.
Rozmawiała Marta Brzezińska
fot. Agencja GN

