"Zadaniem religii jest naprawa naszego wypaczonego życia. Żyjemy bowiem, ogólnie biorąc, bezbożnie, nieludzko, w niewoli u niższej natury. Buntujemy się przeciwko Bogu, odsuwamy się od bliźnich, poddajemy się władzy ciała. Prawdziwe zaś życie, takie, jakim powinno być, wymaga czegoś wręcz przeciwnego: dobrowolnego poddania się Bogu, wzajemnej zgody i panowania nad naturą"

(Włodzimiesz Sołowjow)


Strumień ludzkich doznań i przeżyć jest bardzo wąski. Nie możemy jednocześnie przeżywać wszystkiego. Tylko nieliczni mają takie rozszczepienie uwagi, iż mogą w tym samym czasie wykonywać kilka czynności. Stąd konieczna jest rozwaga, namysł, determinacja i wola, by kierować naszym strumieniem doznań i przeżyć w taki sposób, aby służył całemu człowiekowi. Nie tylko sferze zmysłowej i emocjonalnej, ale także rozumnej, duchowej i moralnej. Życiową mądrość można określić jako optymalne nakierowywanie strumieniem ludzkiego doświadczenia, tak byśmy żyli jednocześnie w dwu przestrzeniach: materialnej i duchowej, doczesnej i wiecznej, osobistej i wspólnotowej.

 

Koncentracja całego naszego doświadczenia wyłącznie na doznaniach fizycznych ogranicza nas i spycha na mielizny moralne. Jak gęsta mgła zasłania horyzont, tak koncentracja wyłącznie na zmysłowości pochłania cały niemal strumień świadomości, przesłaniając nam centralne pytanie o sens i cel życia; pytanie o to, skąd wyszliśmy i dokąd zmierzamy. Ograniczenia nałożone na nasze zmysły przez post, modlitwę, refleksję, czuwanie i samotność serca wyostrzają nasze spojrzenie na życie.

 

Nie jest to jednak proste. Żyjemy bowiem w czasach, w których mocny nacisk kładzie się na bezpośrednie doznanie zmysłowe i satysfakcję z nim związaną. Liczy się najpierw to, co da się zagarnąć, zawłaszczyć, ugryźć i zjeść. Każdą próbę ograniczania doznań zmysłowych traktuje się dzisiaj jako absurdalną i bezcelową. Po co? Zachodnia cywilizacja stworzyła człowiekowi Zachodu "wielkie, nieumiarkowane żarcie". Choroby wynikające z nadmiernej konsumpcji należą obecnie do najczęstszych.

 

Stąd dla nas, chrześcijan, tak ważny jest Wielki Post, byśmy przypominali sobie i innym o potrzebie umiarkowania, porządku, wyrzeczenia i samoograniczenia. Aby żyć w ładzie i pokoju, człowiek musi kierować strumieniem osobistego przeżycia i doświadczenia, by ten służył dobru całego człowieka: ciału i duszy, rozumowi i sercu. Dopiero wówczas może dostrzec w sobie - obok codziennych doraźnych głodów cielesnych i psychicznych - także najgłębsze ludzkie pragnienia, tęsknoty i fascynacje. Musimy też przypominać sobie, że chwilowy głód, zmęczenie, znużenie, samotność i niewygoda to normalny stan człowieka.

 

Stan nieustannego komfortu, zadowolenia i satysfakcji zmysłowej jest niemożliwy. Nie może być on też jedyną i najwyższą wartością. Chwile dyskomfortu pokazują nam, że nie samym chlebem i nie dla samego chleba żyje człowiek. Chwilowe braki pozwalają nam odkryć inny, głębszy strumień ludzkiego doświadczenia. Trzeba nam wstrzymać sytość zmysłów ciała, aby dotknąć głodów duszy: jej pragnień i tęsknot. Ów stan dyskomfortu zmysłów może być jednak pożyteczny dla duszy tylko wówczas, gdy przyjmujemy go z wewnętrzną wolnością. To wewnętrzna wolność ostatecznie kieruje strumieniem naszego doświadczenia. Dyskomfort zmysłów staje się natomiast piekłem, jeśli jedynym celem naszego życia jest "wielkie żarcie".

 

eMBe/GazetaKrakowska