Portal Fronda.pl: Decyzja abp. Hosera o zawieszeniu w czynnościach dwóch kapłanów z archidiecezji warszawsko-praskiej jest szeroko komentowana w mediach także w kontekście pontyfikatu papieża Franciszka. Pojawiają się opinie, że to dzięki „twardej” polityce Franciszka wobec pedofilii w Kościele, hierarchowie zyskują uprawienia, by podejmować radykalne decyzje. Na tym tle krytykowany jest za „opieszałość” Jan Paweł II. Czy słusznie?

O. dr Adam Żak: Trudno zarzucać Janowi Pawłowi II opieszałość, bo on wraz z całym Kościołem uczył się postępowania wobec tego zjawiska, które na początku wydawało się typowe dla niektórych krajów anglosaskich. Równocześnie jemu Kościół zawdzięcza pierwszą zdecydowaną reakcję i diagnozę go problemu. Już w 1994 r. Jan Paweł II zatwierdził specjalne normy dla Kościoła w USA dotyczące postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Dwa lata później rozszerzył je na Irlandię a po pięciu latach na cały Kościół. Szybko zdał sobie bowiem sprawę, że nie jest to problem anglosaski, ale że jest on znacznie szerszy. Wiedział, że kryzys w Kościele jest częścią kryzysu w społeczeństwach i że tylko Kościół oczyszczony w swoim wnętrzu będzie zdolny przyczynić się do ochrony dzieci i młodzieży wszędzie, gdzie są zagrożone przemocą. Ogłoszone przez niego przepisy obowiązują do dzisiaj z modyfikacjami. Trzeba jednocześnie pamiętać, że kryzys w Kościele w związku z licznymi ujawnieniami przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych przypadł właśnie na lata, kiedy Jan Paweł II był schorowany i w podeszłym wieku.

Jak Ojciec ocenia działania papieża Franciszka pod tym względem?

Działania papieża Franciszka są konsekwentną kontynuacją działań jego poprzedników, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Ma łatwiej pod tym względem, bo za jego pontyfikatu obowiązują już od lat nowe standardy zarówno w ochronie dzieci i młodzieży, jak i w podejściu do sprawców tych przestępstw. Obowiązują już szczegółowe uregulowania i kościoły w różnych krajach uczą się od siebie nawzajem jak postępować. Nowością pontyfikatu Franciszka jest powołanie papieskiej komisji, złożonej również z osób świeckich, która stanowi ważny organ doradczy, towarzyszący Kościołowi w prowadzeniu rozrachunku z grzechami wykorzystywania seksualnego wśród duchownych.

Komentarze, że prowadzi „twardą politykę” - o czym może świadczyć np. decyzja o wydaleniu polskiego nuncjusz apostolskiego na Dominikanie - są więc na wyrost?

W tego rodzaju komentarzach ocenia się sposób działania osoby na podstawie jej temperamentu czy charyzmy. A papież Franciszek ma niewątpliwie m.in. wielką umiejętność komunikowania z opinią publiczną. Jestem przekonany, że gdyby za Jana Pawła II czy za Benedykta XVI wyszły na jaw takie przypadki jak ten dotyczący byłego nuncjusza na Dominikanie, to ci papieże podjęliby równie radykalne decyzje. Być może odbyłoby się to z mniejszym rozgłosem.

Niewątpliwie najbardziej aktywny w zwalczaniu przypadków pedofilii wśród duchownych był Benedykt XVI. Jaki był wkład tego papieża w samooczyszczania się Kościoła z tych grzechów?

Benedykt XVI był najbardziej aktywny, ponieważ miał najlepsze rozeznanie tego problemu, bo przez ponad 20 lat był prefektem Kongregacji Doktryny Wiary, która od 2001 r. jest trybunałem apostolskim osądzającym wszystkie przypadki zgłaszane do Stolicy Apostolskiej. Jest charakterystyczne, że zaraz po wyborze podjął decyzję o odsunięciu założyciela Legionistów. Jego zaangażowanie wyrażało się m. in. w konkretnych gestach i podejmowanych decyzjach. Już jako papież, zainicjował szereg spotkań z ofiarami wykorzystywania seksualnego, znowelizował normy prawa kanonicznego obowiązujące w tej kwestii. Zobowiązał wszystkie konferencje biskupów do opracowania wytycznych i do wprowadzenia zdecydowanej polityki ochrony dzieci i młodzieży. Jedną z bardziej całościowych analiz błędów Kościoła i wskazań dróg oczyszczenia Benedykt XVI zawarł w obszernym liście do Kościoła w Irlandii z 2010 r. Znaczenie tego listu dla całego Kościoła jest ewidentne.

Mówi się też, że decyzja abp. Hosera, który suspendował jednego z kapłanów, o których mowa stanowi precedens - podobnie jak precedensową miała być decyzja Franciszka o wydaleniu ze stanu kapłańskiego abp. Wesołowskiego. Czy należy się spodziewać, że Kościół będzie zasądzał teraz najsurowszy wymiar kary wobec duchownych, którym udowodni się czyny pedofilne?

Przypadek byłego arcybiskupa Wesołowskiego jest bodajże czwartym przypadkiem biskupa wydalonego ze stanu duchownego za grzechy wykorzystania małoletnich i chyba drugim za papieża Franciszka. Decyzja abp. Hosera także nie jest precedensowa, bo decyzje o nałożeniu różnych kar kanonicznych, jak np. suspensy, czyli zawieszenia w czynnościach kapłańskich przez biskupów, czy wydalenia ze stanu duchownego przez Stolicę Apostolską z powodu grzechów wykorzystywania seksualnego, miały już miejsce w Kościele i dotyczyły także duchownych polskich. Sądy kościelne w Polsce i inne sądy, zasądzają kary biorąc pod uwagę różne okoliczności i czynniki m. in. stopień ryzyka recydywy. Nie można oczekiwać, że najwyższa kara, czyli wydalenie ze stanu duchownego będzie teraz jedyną, powszechnie orzekaną karą. Rodzaj kary zależy od wielu czynników. Czyny pedofilskie mają różne podłoże, a w związku z tym, różne są także stopnie ryzyka recydywy. Dlatego orzekanie jedynego rodzaju kary mija się z celem. Jaki jest stopień ryzyka w poszczególnym przypadku oceniają biegli, którzy doradzają w tej materii sądom, także kościelnym. W żadnym postępowaniu prawnym nie stosuje się jakiegoś automatyzmu i generalizowania, to byłby powrót do czasów barbarzyństwa, chyba, że mamy do czynienia z reżimami. Owszem, kara powinna być dotkliwa i proporcjonalna do wyrządzonej krzywdy, ale kara, to nie zemsta.

Rozmawiała Emilia Drożdż