Stało się! W Święto Niepodległości doszło do starcia między między Młodzieżą Wszechpolską i ONR, a środowiskami lewicowymi. Te ostatnia zawiązały „Porozumienie 11 Listopada”, by dać odpór podnoszącemu głowę, ich zdaniem, neofaszyzmowi. Doszło do spięcia. Lewicowe „bojówki”, jak nazywają ich „koledzy” z prawicy, pokazały neofaszystom, „kto tu rządzi”.
Już dzień po zdarzeniu rozgorzała dyskusja, która ze stron jest bardziej skłonna do przemocy, a która nade wszystko miłuje pokój, za który jest gotowa oddać życie, który to pokój jest jej bliższy niż koszula ciału. I „prawicowcy”, i „lewicowcy” tak kochają pokój, że gotowi są użyć przemocy, gotowi są odwoływać się do niechlubnych tradycji, by nam ten pokój zaprowadzić, byśmy z pokoju i ładu mogli się radować. Muszę wyznać, że za pokój, za standardy demokratyczne, który z jednej strony chce nam zaprowadzić radykalna prawica, z drugiej, radykalna lewica, bardzo dziękuje.
W obronie liberalnych standardów
Po pierwsze dlatego, że nade wszystko chcę bronić liberalnych standardów. Do nich zalicza się respekt dla prawa, szukanie konsensusu, ironia i racjonalność. Tak rozumiany liberalizm jak diabeł święconej wody unikał będzie przemocy. Za to jak niepodległości będzie bronił możliwości do wyrażania przez ludzi swoich opinii i postaw. Liberał powie: „Nie podzielam twoich poglądów, ale oddam życie, byś mógł je głosić”. Liberalizm nie jest więc adorowany zarówno przez radykalną lewicę, jak i radykalną prawicę, gdyż i pierwszym, i drugim stwarza możliwość – w granicach prawa rzecz jasna – prezentowania swoich przekonań. Liberałowie mogą, i pokazują swoją siłę nie poprzez to, że wchodzą na barykady, ale poprzez to, że domagają się przestrzegania prawa i skutecznego jego egzekwowania. Dlatego liberał będzie wolał niemoc niż przemoc. I dlatego z taką samą podejrzliwością będzie spoglądał zarówno na prawicowe, jak i lewicowe radykalizmy.
Po drugie, żywiołem liberała jest racjonalność. Jest to rodzaj kagańca, który zakłada się politycznym namiętnościom tak drogim prawicy i lewicy. Nie twierdzę, że polityka nie potrzebuje namiętności, ale w rodzimym wydaniu sprowadza się ona tylko do namiętności. Rozum polityczny jest dziś w Polsce na wygnaniu. Jest towarem deficytowym, dlatego tym prościej i żwawiej wchodzi się na barykady. To także źródło naszej niemocy modernizacyjnej.
Postęp wbrew ekstremizmom
Bo kiedy dokonuje się postęp? Czy wtedy, gdy prawicowi ekstremiści maszerują ulicami Warszawy, a lewicowcy im ten marsz uniemożliwiają, czy gdy w pocie czoła budujemy stadiony, żłobki i przedszkola, by nasze dzieci mogły tam przebywać, kiedy my musimy jeszcze pracować? Czy postęp dokonuje się wówczas, gdy politycy straszą naszych rodaków, że Polska to rosyjsko-niemieckie kondominium? Czy raczej wtedy, gdy budujemy drogi szybkiego ruchu, abyśmy mogli sprawnie przemieszczać się z domu do pracy? Czy postęp dokonuje się wtedy, kiedy politycy „wzajemnie się obrażają, a potem wyrzucają z partii”? Czy raczej wtedy, kiedy przekształcamy nasze szpitale tak, aby rzeczywiście zajmowały się leczeniem chorych?
Postęp nie dokonuje się wtedy, gdy prawicowcy powyciągają z szafy swoje trupy, a lewicowcy swoje. Postęp dokonuje się wtedy, gdy nasze osiedla i miasta są bezpieczniejsze, gdy nasze drogi nie mają dziur zagrażających naszemu życiu, gdy szkoły dobrze kształcą nasze dzieci, gdy szpitale są dostępniejsze dla chorych. By mógł się dokonać postęp, który poprawia jakość życia każdego z nas, musimy chronić naszą liberalną demokrację przed rozmaitej maści ekstremizmami.
Kwestia dojrzałości
I po trzecie, trudno oprzeć się wrażeniu, że wkroczenie prawicowców i lewicowców na barykady ma swoje źródło w nudzie. Można by rzec nawet: „nuda ich zabija”. Dlatego żmudne, codzienne budowanie liberalnego państwa jest dla tych środowisk zajęciem mało ekscytującym. Jest jakoś… banalne. Nie ma w tym żadnej odwagi, żadnego spektakularnego uniesienia, który gotowi są założyć radykałowie. To nieprawda, że radykalizm i ideowość zawsze jest lepsza, niż racjonalność i szukanie kompromisu. Kompromis nie zawsze jest zgniły tak, jak ideowość nie zawsze jest szlachetna – tym bardziej, kiedy żyje się w tak pluralistycznych społeczeństwach, w jakich nam żyć przychodzi. Tu cnotą nie tyle jest przemoc, co niemoc; nie tyle radykalizm, co konsensus, nie tyle namiętności, co racjonalność; nie tyle pewność, co ironia.
I na koniec: Agata Bielik-Robson powiedziała mi, że liberalizm jest dla ludzi dorosłych i dojrzałych. Trudno się z nią nie zgodzić. Bo to, że w Polsce, mimo nauczki, jaką otrzymaliśmy od radykalnej prawicy i radykalnej lewicy, wciąż żywe są pomysły „powrotu do przemocy”, pokazuje tylko, jak nieskuteczną nauczycielką bywa historia.
Jarosław Makowski
autor jest filozofem, publicystą, szefem Instytutu Obywatelskiego
Śródtytuły pochodzą od redakcji
To kolejny głos w dyskusji portalu Fronda.pl na temat zagrożenia lewicowym ekstremizmem w Polsce. Zobacz także:
Stefan Sękowski - Lewa noga nas skopie?
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

