Kabaciński argumentował potrzebę wprowadzenia zmian tym, że podczas Euro 2012 można było pić piwo (do 3,5 proc. - przyp. red.) w strefach kibica, co - jego zdaniem - pokazało, że "nie musi się to automatycznie przeradzać w jakieś awantury". "Dziś tak naprawdę głównym powodem dla zakazu jest to, że niby walczymy z awanturami na ulicy, a to nie jest prawda, bo to są po prostu jakieś pojedyncze przypadki, jakiś margines" - cytuje polityka RP "Dziennik Gazeta Prawna".

 

Kabaciński podkreślił, że w wielu państwach europejskich, m.in. w Holandii czy Francji można spożywać alkohol w miejscach publicznych. "W Paryżu można spokojnie w przecież spożywać alkohol w parku, a u nas jak się chce wyjść na piknik z kocykiem w miejscu publicznym i wypić jedno piwo, to od razu jest mandat 100-złotowy" - powiedział przedstawiciel RP.

 

Kabaciński ocenił też, że wolałby, aby organy ścigania skupiały się np. na niebezpiecznych, agresywnych grupach, a nie ludziach, "którzy po prostu chcą wyjść na świeże powietrze i wypić piwo". "Ostatni argument jest natury ekonomicznej - dziś ludzi nie stać, żeby pójść do baru i wypić za 10 zł piwo, tylko chcieliby wyjść i wypić kupione piwo za 3 zł" - przywołuje słowa polityka gazeta.

 

Jak podaje dziennik, partia Janusza Palikota czeka na ekspertyzy dotyczące miejsc w których ewentualnie można podtrzymać zakaz picia alkoholu niskoprocentowego. "Zastanawiamy się nad ograniczeniami miejscowymi, czekamy na ekspertyzy prawników" - powiedział Kabaciński. Pytany, jakie mogłyby to być miejsca, wymienił np. okolice szkół.

 

Polityk podkreślił, że na razie przygotowywane są założenia projektu; gotowy projekt ustawy ma trafić do Sejmu do końca lipca.

 

AM