Wycieczki ich śladami to zwiedzanie miejsc i obiektów, w których doszło do sfinalizowania nielegalnych interesów albo też powstałych w ich wyniku.


Biuro działa od połowy lutego br. Początkowo komentatorzy zastanawiali się, czy inicjatywa Šoureka to jedynie żart i próba ośmieszenia bardzo groźnego zjawiska, czy też prawdziwe przedsięwzięcie biznesowe. Motto biura – „Best of the worst” (Najlepsze z najgorszego) czy jego pomarańczowe i niebieskie barwy (kolory dwóch największych partii politycznych Czech) mogły wskazywać na parodię i rodzaj prowokacji. Jednak po miesiącu „Corrupt Tour” działa nadal, a organizowane przez nie wycieczki cieszą się coraz większą popularnością, zarówno wśród czeskich, jak i zagranicznych turystów. Także sam Šourek w wywiadzie dla czeskiej telewizji podkreślał, że jego biuro podróży to nie żart. – To prawdziwe biuro podróży, działa tak jak każde inne. To prawdziwy produkt, może z wyjątkiem tego, że ma stosunkowo duży element twórczy i ostatecznie lokuje się w czymś, co określiłbym jako „przemysł kreatywny” – mówił.


Na stronie internetowej biura można sprawdzić ceny i pełną ofertę. Jak na razie obejmuje ona cztery pozycje, m.in. „Praskie Safari”, podczas którego turyści są zabierani do domów i biur „szarych eminencji” czeskiej polityki – lobbystów i biznesmenów, łączonych z różnymi nadużyciami; w ramach wycieczki „Szpitale na peryferiach prawa” (nazwa nawiązująca do popularnego także w Polsce serialu „Szpital na peryferiach”) chętni mogą się wybrać do trzech praskich szpitali powszechnie podejrzewanych o defraudację państwowych funduszy.


Większość komentatorów podkreśla oryginalność pomysłu i odwagę Petra Šoureka. Kilka znanych organizacji (m.in. Amnesty International) oficjalnie poparło jego inicjatywę. Z pewnością nie są jednak nią zachywcone osoby związane z miejscami, znajdującymi się na „korupcyjnych szlakach“. Hana Elišáková, szefowa działu prawnego szpitala „Motol“, który znajduje się w programie „Szpitali na peryferiach prawa“, w liście otwartym do zarządu „Corrupt Tour“ napisała, że zorganizowana przez nie wycieczka złamała szpitalne przepisy higieny, mogła utrudnić leczenie pacjentów i naruszała ich prywatność.

 

Mariusz Szczygieł, pisarz i miłośnik Czech zdążył już pochwalić pomysł i powiedział nie po raz pierwszy już, że Czesi to naród o wielkim poczuciu humoru i potrafią wszystko obsmiać. Problem w tym, że nikomu tu nie jest do śmiechu. Rankingi Transparency International dowodzą, że problem narasta - za zeszły rok Czechy sklasyfikowano na dalekim 57 miejscu (nasz kraj jest postrzegany lepiej i trzyma się na 41 pozycji). Przed rokiem z powodu przekrętów zbankrutowała czeska loteria narodowa, coś u nas nie do pomyślenia. Również prywatyzacja (osławiona "kuponovka") była ogromnym złodziejstwem - przekręty naszych speców od prywatyzacji przy tej operacji były amatorszczyzną. Ponadto uwłaszczenie nomenklatury w Czechach było bardziej powszechne i trwałe. Ale zamiast się pocieszać, że u nich gorzej z korupcją, może zrobimy coś podobnego u nas? Przystanek Afera Rywina na Czerskiej, zwiedzanie wilanowskiej Zatoki Czerwonych Świń, wjazd na 40 piętro hotelu Marriott, gdzie Kaczmarek odwiedzał Ryszarda Krauzego, wiedzanie warszawskich mostów i Stadionu Narodowego (jednych przecież z najdroższych na świecie). To byłby hit!

 

RG/kampaniespoleczne.pl