Z pewnym opóźnieniem ukazał się nowy – podwójny numer kwartalnika „Christianitas”. Jego „podwójność” nie wynika jedynie z faktu poślizgu i nie jest zabiegiem marketingowym: Piotr Kaznowski i jego współpracownicy wydali sporą cegiełkę, która liczy sobie dokładnie 613 stron. Na których trudno znaleźć nieciekawe zapychacze – lektury starczy co najmniej na kwartał.

Współczesny faryzeizm

Rzadko czytam kwartalniki od deski do deski – często skupiam się raczej na artykułach, które wydają mi się być najbardziej interesujące. W aktualnym numerze „Christianitas” jest takowych bardzo wiele – zaczynając od tych, które dotyczą tematu numeru, czyli, jak pisze redaktor naczelny pisma, „katolickiego myślenia o polityczności”, przez zbiór listów o. Reginalda Garrigou-Lagrange'a OP i Jaquesa Maritaina, po wywiady przeprowadzone przez Michała Barcikowskiego i Pawła Milcarka głównie z pracownikami rzymskiej kurii podczas pobytu w Wiecznym Mieście.

Większą część numeru zajmuje jednak dział „Kościół, prawica, demony”, który jednocześnie jest tematem „okładkowym” wydawnictwa. Autorzy publikujący w „Christianitas” nie zgadzają się z rygorystyczną teorią rozdzielenia tego, co świeckie i tego, co święte. Redaktor naczelny pisma, Piotr Kaznowski, widzi przyczynę tego stanu rzeczy w myśli nowożytnej. - Najkrócej można ten przełom określić jako odejście od myślenia metafizycznego czy substancjalnego na rzecz myślenia idealistycznego czy formalnego – pisze autor „Między duchem a literą...” i wskazuje na to, że wcześni chrześcijanie widzieli w swej wierze mniej pewien zbiór zasad dotyczący wierzących, bardziej zaś rzeczywistość, także tą społeczną, w której funkcjonowali. Tymczasem współczesne uczynienie z wiary sprawy „prywatnej” może pośrednio prowadzić do jednego z dwóch „faryzeizmów”.

Katolik nie postrzegając sfery politycznej jako sfery, w której wolno działać osobie wierzącej, naraża siebie na „faryzeizm ducha”, który postrzega chrześcijaństwo jako coś oderwanego od kontekstu miejsca i czasu. Z kolei „faryzeizm litery”, uniezależnia prawo od łaski Bożej. W efekcie ludzie zwracają się nie do Boga, ale do idoli.

Prawdziwi obrońcy krzyża

Ten przekaz jest w nowym numerze „Christianitas” bardzo radykalny, choć nie do końca abstrahuje od aktualnych sporów politycznych (o czym za chwilę napiszę szerzej). Lektura może stanowić kubeł zimnej wody dla niektórych zaangażowanych społeczno-politycznie katolików, szczególnie gdy autorzy przechodzą do konkretów z naszej codzienności. Przykład, który niejako na marginesie przytacza Kaznowski (chodzi o sprawę krzyża smoleńskiego sprzed Pałacu Prezydenckiego) rozwija w swoim tekście „Kościół, prawica, demony” Paweł Milcarek. Autor określa jako „obrzydliwą” prowokację, jakiej dopuścił się prezydent Bronisław Komorowski, polegającą na zapowiedzi przesunięcia krzyża spod Pałacu. Jednocześnie zaś zwraca uwagę na to, że bez względu na motywy, symbol odkupieńczej śmierci Chrystusa absolutnie nie może stać się środkiem do ziemskiego celu, jakim było postawienie pomnika upamiętniającego ofiary kwietniowej katastrofy.

- W substytucji zdefiniowanej przez prezesa Kaczyńskiego zaproponowane zostało nam nie tylko rozluźnienie więzi między materią krzyża i jej religijną treścią, ale przede wszystkim coś w rodzaju desakralizującej zmiany hierarchii wartości: to, co z istoty najwyższe, bogatsze i świętsze, zostało użyte jako „substytut” tego, co – chociaż godne i zrozumiałe – jest w zestawieniu z tamtym niższe, uboższe i wyłącznie ludzkie. (...) Substytucja w stylu podziwianego i oklaskiwanego Jarosława Kaczyńskiego stała się łatwo dostępną trucizną zatruwającą ducha „obrońców krzyża”, ufających mu bardziej niż swoim biskupom – pisze filozof. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że i ja, choć nigdy nie wyrażałem swojego poparcia dla tzw. obrońców krzyża w sposób tak radykalny, jak spora część katolickich, czy konserwatywnych dziennikarzy i publicystów (wynikało głównie z poczucia oburzenia wobec cynizmu prezydenta i niesprawiedliwości, z jaką mainstreamowe media i watahy „młodych wykształconych” traktowały ludzi, którzy gromadzili się przy Krakowskim Przedmieściu), to jednak i mi perspektywa najważniejsza, ukierunkowanie na obronę krzyża jako takiego, a nie idei budowy pomnika, wówczas zniknęła z pola widzenia.

Pułapka „tu i teraz”

Ten nikomu niepotrzebny konflikt wyniknął z tego, że post-polityka polega na rozgrywaniu emocji, a nie rozwiązywaniu realnych problemów. Milcarek pisze, że partie rządzące wypłacają swoim zwolennikom za poparcie „pusty pieniądz”, czyli prawo do wspólnego przeżywania „tu i teraz”, zaś opozycyjne udzielają im koncesję „na udział w >słusznym gniewie<, w ramach jakiejś >ostatniej nadziei (dla Polski)<”.

Niestety, autor tytułowego tekstu z jednej strony pisze rzeczy bardzo słuszne, z drugiej strony sam wpada w pułapkę partyjnego myślenia. W pewnym momencie jego artykuł staje się apologią... jednego z uczestników politycznego sporu, mianowicie byłego marszałka sejmu Marka Jurka. Lider Prawicy Rzeczpospolitej jest przedstawiany przez Milcarka jako jedyny przywódca środowiska, które prowadzi politykę zgodą z nauczaniem Kościoła. Wyznacznikiem tego ma być fakt przywiązania do postulatów stereotypowo kojarzonych jako chrześcijańskie, mianowicie obrona życia i tradycyjnej rodziny. W efekcie politycy, którzy skupiają się głównie na innych tematach (i, trzeba to Milcarkowi przyznać, zachowują się w sferze mu bliskiej bardzo niekonsekwentnie), stają się „kolonizatorami” elektoratu, który z góry należy się Markowi Jurkowi i jego partii. Zarzuca innym kandydatom (wymienia Jarosława Kaczyńskiego i Janusza Korwin-Mikke) to, że są monotematyczni, jednocześnie zbywając argument o monotematyczności byłego członka ZChN bez podania jakiegokolwiek dowodu na to, że zajmuje się on inną tematyką, niż obroną życia.

Perspektywa Kościoła

To jednak właściwie jedyny kompromis wobec „tu i teraz”, na jaki idzie „Christianitas” 45-46. Na szczególną uwagę zasługują także tłumaczenia tekstu o. Basile Valuet OSB, który opisuje teologiczne dyskusje u progu Soboru Watykańskiego II na temat wolności religijnej, a także jednoznaczny głos kard. Raymonda L. Burke'a w sprawie udzielania Komunii Świętej osobom z uporem trwającym w jawnym grzechu ciężkim (w kontekście tematu numeru szczególnie polecam wszystkim politykom, którzy w fundamentalnych sprawach chcą zostawiać swoje chrześcijańskie przekonania w szatni sejmowej). To teksty, które ukazują relacje państwo-Kościół z perspektywy samego Kościoła.

Nowy numer „Christianitas” nie jest lekturą łatwą, ale z pewnością bardzo interesującą i przydatną. Bardzo szerokie opracowanie tematu numeru pozwala na jego pogłębioną refleksję. Jednocześnie nie spycha innych tematów na margines.

Stefan Sękowski

Christianitas, nr 45-46

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »