W Górskim Karabachu wciąż słychać strzały. W nocy, z piątku na sobotę, w tym samozwańczym państwie doszło do starć wojsk Armenii i Azerbejdżanu. Oba kraje od kilkudziesięciu lat spierają się o terytorialną przynależność tego regionu.
 
 

Górski Karabach to dawna ormiańska autonomia w radzieckim Azerbejdżanie. Po rozpadzie ZSRR separatyści z tego regionu ogłosili niepodległość. Na tym tle doszło do wojny Armenii z Azerbejdżanem, która zakończyła się utworzeniem enklawy kontrolowanej przez armeńskie wojska.

Pracujący przez kilka lat w biurze specjalnego pełnomocnika Unii Europejskiej do spraw sytuacji na Kaukazie Maciej Dachowski tłumaczył Polskiemu Radiu, że miejscowa ludność stworzyła namiastki instytucji demokratycznego państwa. - Wybierają w demokratycznych wyborach prezydenta i parlament, mają rząd z całym szeregiem ministerstw, ale do dziś nikt nie uznał tego państwa - przypomina Maciej Dachowski.

Według źródeł w Baku, w nocy z piątku na sobotę, to armeńska armia zaatakowała azerbejdżańskie wojska, stacjonujące w strefie buforowej. Z kolei Erywań obarcza Azerbejdżan winą za wznowienie konfliktu zbrojnego.

Według rzecznika samozwańczego prezydenta Górskiego Karabachu Dawida Babajana, wbrew wcześniejszym zapewnieniom w regionie nie ucichły strzały. Z jego wpisu na Twitterze wynika, że w południowej części regionu trwają walki, w których Azerbejdżan ponosi znaczące straty.

Baku i Erywań obwiniają się wzajemnie o rozpoczęcie walk. Ministerstwo obrony Azerbejdżanu twierdzi, że atak rozpoczęła Armenia rzucając do walki artylerię, śmigłowce i czołgi. Natomiast armeński resort obrony przekonuje, że to Azerbejdżan ostrzelał wioski w Górskim Karabachu, używając artylerii i samolotów. Według różnych szacunków, do tej pory w walkach zginęło 18 armeńskich żołnierzy i 12 azerbejdżańskich, a także dwóch cywilów.

bjad/Polskie Radio - IAR