Jaruzelski zapowiada, że z uwagi na jego stan zdrowia to jego ostatnia książka. W rozmowie z tvn24 Jaruzelski tłumaczy, że napisał książkę, ponieważ "brakuje obiektywnej analizy wydarzeń sprzed 30 lat". „Nie mówi się o tym, co próbowano zrobić, by zapobiec stanowi wojennemu. Im dalej jesteśmy od tych wydarzeń, tym bardziej agresywnie się je komentuje. Powinno być na odwrót” – ocenia i podkreśla, że książka jest obroną nie jego samego, ale „honoru osób, które brały udział w wydarzeniach sprzed lat”. „Mówię nie tylko w swoim imieniu. Mówię w imieniu wszystkich, którzy wtedy poparli stan wojenny, m.in. setek tysięcy żołnierzy. Oni wtedy też byliby sprawcami zbrodni komunistycznej” - tłumaczy.


Książka właśnie trafia na półki księgarń, na niespełna dwa tygodnie przed 30. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. Generał pisze w niej, że jest pewien, jak będą wyglądały najbliższe dni i sam 13 grudnia. Za każdym razem jest podobnie - "huragan psychologiczno-propagandowy"."W okolicach 13 grudnia koncentrowany jest obraz (telewizja, film, znaczna część prasy), który przedstawia emocjonalną ocenę stanu wojennego - czołgi, pałki, gazy łzawiące i ponura fizjonomia Jaruzelskiego w okienku telewizora. (...) Wzmożona 'eksplozja' niewątpliwie nastąpi w 30. rocznicę" - twierdzi Jaruzelski, który ironizuje, że nigdy przed jego oknami nie zgromadziły się takie tłumy – „niemal jak na koncercie Pani Dody"- mówi. Dodaje przy tym, że nie zgadza się z "rzucaniem niezweryfikowanymi, wręcz "księżycowymi" liczbami wypadków śmiertelnych". "Nie można godzić się na przypisywanie im każdej ofiary" - broni się.

 

W swojej książce Jaruzelski wciąż broni obalonej przez wielu historyków tezy, że stan wojenny był koniecznością. "Natrętnie upowszechniana jest opinia, iż ja, że tzw. autorzy stanu wojennego, asekuracyjnie zasłaniają się, usprawiedliwiają jego wprowadzenie nieuchronnością interwencji militarnej bloku. To - używana z całą premedytacją - insynuacja. Ja bowiem niezmiennie, uporczywie powtarzam, że interwencja nie nastąpiłaby, ni stąd ni zowąd, jak "grom z jasnego nieba". Byłaby pochodną burzliwego rozwoju sytuacji wewnętrznej w Polsce, procesów rozkładowych państwa i tym samym destabilizacji w naszym - geostrategicznie kluczowym obszarze”- pisze generał, który dodaje, że nastroje społeczne pozwalały na wprowadzenie stanu wojennego. "Badania opinii wykazały, iż w listopadzie 1981 roku - w tym dramatycznie trudnym momencie zaufanie do wojska osiągnęło rekordowy wskaźnik 93 procent. (...) Oto jeszcze jeden z dowodów, iż stan wojenny nie był po prostu generalskim "widzi mi się" - pisze. Generał, broniąc konieczności wprowadzenia stanu wojennego, odwołuje się do Jarosława Kaczyńskiego. Przytacza jego słowa z 1994 roku, kiedy to mówiąc o Solidarności przekonywał, że gdyby "1989 roku miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało". Jaruzelski uważa, że prezes PiS w ten (niezamierzony) sposób okazał "zrozumienie dla obaw i decyzji władz".

 

Jaruzelski podejmuje w swojej książce również bieżące tematy. „W nowej rzeczywistości ustrojowej odżywają stare i powstają nowe antagonistyczne podziały, zaostrza się polityczny "szczękościsk". Jest to szczególnie gorszące, kiedy areną i paliwem konfrontacji staje się tragedia, smoleńska katastrofa czy też różne inne zdarzenia lub pretekst" - pisze.

 

Ł.A/TVN24.pl