Książka „Kryptonim 333” (taki kryptonim rzeczywiście nosił Wałęsa) jest w sprzedaży od tygodnia. Zredagowali ją etatowi pracownicy IPN Tomasz Kozłowski i Grzegorz Majchrzak. Nie ukazała się jednak nakładem Instytutu, a jednego z chorzowskich wydawnictw. Jest poświęcona internowaniu Lecha Wałęsy, którego po wprowadzeniu stanu wojennego osadzono w ośrodku w Arłamowie (Wałęsa został zwolniony z internowania w listopadzie 1982 r.). Książka niemal w całości składa się z raportów funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu, którzy mieli za zadanie strzec legendarnego przywódcę „Solidarności”.

 

Jaki obraz Wałęsy maluje się w raportach? – Mamy sytuację człowieka, który ze szczytów władzy trafia do więzienia, choć luksusowego. Jest gotowy na kompromis, ale nie przekracza pewnych granic. Stoi na drodze do realizacji operacji stworzenia nowej, kontrolowanej przez władze „Solidarności” – mówi jeden z autorów książki Grzegorz Majchrzak.

 

Książka składa się głównie z opisów codziennego życia Wałęsy w Arłamowie, w tym m.in. spotkań z żoną. Jednak wśród raportów BOR znalazły się też takie, które stawiają go w nienajlepszym świetle.

 

Funkcjonariusze dość skrupulatnie wyliczają np. nieprawdopodobne wręcz ilości trunków, które miał spożywać Wałęsa. „W okresie internowania skonsumował samotnie lub w towarzystwie osób odwiedzających: spirytus – 2 but., wódka – 289 but., wino – 158 but., winiak i koniak – 59 but., szampan – 238 but., piwo – 1115 but.” – piszą w raporcie agenci BOR.

 

Funkcjonariusze przypisują też Wałęsie kontrowersyjne wypowiedzi. Ich zdaniem, przyszły prezydent miał powiedzieć, że jest wykorzystywany w „perfidnej gierce klechów”. Innym razem miał chwalić się zgromadzonymi przez siebie dolarami. W kontrowersyjny sposób miał także wypowiadać się o innych działaczach „Solidarności”, szczególnie o Annie Walentynowicz. „Jak powiedział, była dobra kiedyś, ale dalej pracować z Żydami nie mógł” – zanotował funkcjonariusz BOR.

 

Czytaj więcej na tvp.info. 

 

eMBe/Tvp.info