Spodziewałem się, że zajmiesz stanowisko. Jakiekolwiek. Tymczasem śpiewasz: "Śledzę wędrówkę słońca/ Leżę, pode mną Polska/ Patchwork uszyty z województw/ drobnych łatek powiatów". To brzmi niewinnie, ale potem w wywiadach mówisz, że to komentarz do tego, jak wszyscy jesteśmy w ramach tego kraju sprowadzani do jednego mianownika, gdy tymczasem Polska nie może być jednorodna.
- To jest wypowiedź na temat mojego stosunku do Polski. Miałam taki sen - z wysokości zobaczyłam mapę. Cały kraj. Ogarniałam najmniejsze szczegóły, widząc jednocześnie całość. To był bardzo złożony sen. I bardzo dobry, wysoka jakość obrazu. Apokaliptyczny, bo co tam działo się później! To był prawdziwy koniec świata, nie tylko tej mapy. Pomyślałam sobie, że skoro temat "Polska" mi się przyśnił, to może warto się nad nim dłużej zatrzymać.
Ja nie mam poczucia, że jestem jakąś tam małą częścią tego kraju. "Ojczyzna" jest dla mnie pojęciem zupełnie abstrakcyjnym. Jestem stąd, tutaj jest mój korzeń, natomiast mam poczucie, że to ja sama decyduję, co to tak naprawdę dla mnie znaczy. Polska zawiera się we mnie, bo to ja pozwalam jej w jakimś tam procencie zawrzeć się we mnie. A nie tak, że to ja jestem elementem tłumu, który zasila ten kraj.
Kocham to miejsce, ludzi, język, ale pytań z cyklu: "Czy jestem patriotką" po prostu nienawidzę. To dla mnie kolejny abstrakt. Pytanie: "Co byś zrobiła dla ojczyzny" wydaje mi się nieeleganckie. Nic bym nie zrobiła dla ojczyzny. Byłabym wiele gotowa zrobić dla ludzi. Ratowałabym, przygarniała, mogłabym się ubrudzić albo zmęczyć, może nawet - kto to wie, jak zareagujemy w sytuacji ekstremalnej - zaryzykować własne życie. Ale dla ojczyzny? Nie. W takim sensie jestem bezpaństwowa. I uważam, że świat jest zły przez to, że takie pojęcia jak ojczyzna istnieją.
Fragment rozmowy z Katarzyną Nosowską pt. "Dla siebie śpiewać nie lubię", którą przeprowadził Robert Sankowski, "Gazeta Wyborcza", 30.09.2011 r.
JW/gazeta.pl

