"Norwid. Gromy i Pyłki" De Press można traktować jako „concept album”: integralny tematycznie i muzycznie, z jasnym przesłaniem, klarowny tak co do treści, jak i formy. Dziewiętnaście wierszy poety, nazywanego często niezrozumiałym, hermetycznym i trudnym, wyśpiewanych przez Andrzeja Dziubka, bez wątpienia wejdzie do kanonu muzycznej popkultury. A przecież jest to coś więcej, niż projekt z dziedziny kultury masowej, niż kilkanaście ładnych piosenek…

 

Norwida pamięci rockowy album

Wcześniejszy album De Press, „Myśmy rebelianci”, wprowadzał odbiorcę w zapoznany świat „żołnierzy wyklętych”, odnawiając więź historyczną, budząc w słuchaczu pamięć o bojownikach o niepodległą Polskę, ludziach, których losy ze zbrodniczą premedytacją pogrzebano w ziemi niepamięci. „Gromy i pyłki” to również album pamięci i odbudowania tożsamości: tym razem w wymiarze kultury i poezji, ale także idei i ojczystych dziejów. To hołd oddany poecie i jego spojrzeniu na Polskę, pisaniu niejednokrotnie tkliwemu, ale nie pozbawionemu trudnych rozliczeń i ciężkich oskarżeń.

I ze względu na te trudne strofy, na wymagające przemyślenia treści jest to album wymagający, album, którego bezrefleksyjne słuchanie mija się z celem. Bo o najgłębszych walorach tej płyty decyduje jej treść, znakomicie złączona z kompozycją poszczególnych utworów, ale zdecydowanie wyrastająca ponad nią. Nie idzie tu zatem jedynie o doznania estetyczne, związane z delektowaniem się muzyką. Dziubek, wyśpiewując wersy Norwida, nastraja świadomość odbiorcy nie tylko ku ojczystym, ale i powszechnym dylematom dręczącym człowieka. A norwidowskie stwierdzenie: „gorzki to chleb jest polskość”, choć powraca w muzycznym przybraniu, nie traci nic ze swej wagi.

Walorem płyty jest także dołączona do niej książeczka z tekstami, zdobna grafikami Norwida. Choć podane tam interpretacje wierszy mogą wydać się trywialne czy upraszczające znawcom i miłośnikom twórczości poety, rzucają przecież światło na poszczególne utwory, dają szerszy kontekst dla odczytania i interpretacji, z pożytkiem dla odbiorcy. Zaś kilkustronicowa biografia artysty ukazuje skomplikowane koleje jego losów, pasję twórczą i rozterki, miłości serca, (nie)pojmowanie jego twórczości, daje wgląd w życie człowieka, którego pióra nie złamała gruźlica, ubóstwo ani życiowe niepowodzenia.

 

Ścieżka dźwiękowa lektury szkolnej?

Wysłuchałem albumu De Press kilkadziesiąt już razy i mam poczucie, że wciąż uderza on w nowe struny, porusza nowym słowem i dźwiękiem. Budyń78, bloger, wokalista punkowej grupy Spirit of 84 pisze w swojej recenzji „Gromów i pyłków”, że jest to „oddanie hołdu i deklaracja wiary i patriotyzmu, a nie muzyczny odpowiednik kolejnej ekranizacji lektury szkolnej”. Tak, z pewnością nie jest to poczciwy, „edukacyjny” album, który miałby Norwida „obłaskawiać” i „ubrązawiać” ku uciesze pedagogów i zgrozie uczniów.

Z drugiej strony, to jest właśnie „Norwid czasów popkultury”. Andrzejowi Dziubkowi należy się szacunek, bo w istocie album De Press jest w najlepszym tego słowa znaczeniu kontrkulturowy. Płyta kontrastuje z banałem i powierzchownością wielu produktów kultury masowej, korzystając równocześnie z narzędzi, jakimi kultura ta się posługuje. Nie ma co jednak liczyć, że „Gromy i pyłki” podbiją playlisty sformatowanych na jedną modłę rozgłośni radiowych. To projekt niszowy. Zresztą, w krakowskim Empiku, na Rynku, musiałem schylać się niemal do ziemi, by z najniższej półki z nowościami wziąć do ręki tę płytę. Jest w tym coś symbolicznego: jakiś okruch losów samego Norwida i jego dzieła.

Trudno z tego bardzo równego albumu wybrać te najlepsze z utworów. Chciałbym jednak kilka słów poświęcić swoim faworytom, urzekającym tak aranżacjami, jak – w nie mniejszym stopniu – samą poezją.

 

Kandydaci na toplisty

„Tymczasem”: melodyjny, radosny kawałek, w melodyce De Press. Muzyka do wiersza napisanego przez Norwida „najpóźniej w 1861 r.”. „Życie – czy zgonu chwilką?/ Młodość – czy dniem siwizny? A Ojczyzna – czy tylko/ Jest  t r a g e d i ą-o j c z y z n y?” – choć w zmienionym kontekście historycznym, ostatnie pytanie zdaje się całkiem aktualne…

„Buntowniki, czyli Stronnictwo-wywrotu”. Niepokojący rytm, niepokojący śpiew. „Buntowniki” to powstańcy roku 1863. W ostatniej zwrotce carski urzędnik pyta: „Czemuż raczej nie wierzą Kancelarii,/ Ojczyznę woląc niż rubryki;/ A ufać śmią w J e z u s a  m o c  i  M a r i i  –  T e  – b u n t o w n i k i?! . . .”.

„Siła ich. Fraszka”: trwa nieco ponad pół minuty, niewiele więcej niż wyśpiewanie tekstu: „Ogromne wojska, bitne generały,/ Policje – tajne, widne i dwu-płciowe – Przeciwko komu tak się pojednały?/ P r z e c i w k o  k i l k u  m y ś l o m. . .  C o  n i e  n o w e!. . .”.

„Święty-pokój”, ciężki, rock`n`rollowy utwór, z mocno brzmiącymi gitarami, odgłosami burzy w tle w zakończeniu. „U schyłku 1863 r., – czytamy w książeczce – w ogniu walk przegrywanego powstania, rodzi się ten ostatni utwór »powstańczej triady«, opublikowany dopiero w 1925”. Wersy odmalowują obraz szerokiej przestrzeni, poczucia pędu i zapamiętania w bitwie. Pierwsza strofa: „Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur/Nie-porozpychanych nozdrzem konia;/ Jeszcze tylko kilka stromych gór,/ A potem – już słońce i harmonia!.../ – Jeszcze tylko z hełmu kilka piór/ W wiatru odrzuconych próżnię;/ Jeszcze tylko jeden pękły grot –/ Błyskawica jedna – Jeden grzmot” …

„Syberie”, spokojna, kojąca, monotonna melodia do przejmującego wiersza Norwida. Dwakroć powtórzone przez Dziubka strofy: „Pod-biegunowi! Na dziejów odłogu,/ Gdzie całe dnie/ Niebo się zdaje przypominać Bogu:/ „Z i m n o  i  m n i e!. . .”/ Wrócicie kiedy? – i którzy? i jacy? – Z śmiertelnych prób,/ W drugą Syberię: pieniędzy i pracy,/ Gdzie wolnym – grób!/ Lub pierw, czy? Obie takowe Syberie,/ Niewoli dwóch,/ odepchnie nogą, jak stare liberie,/ Wielki-Pan… Duch!”.

„Marionetki”, czyli Norwid ironiczny wobec francuskich mód i afirmujący stworzony świat. Utwór  rozruszałby towarzystwo na niejednej prywatce, i to nie tylko urządzonej przez zasuszonych w bibliotekach inteligentów. Rzecz napisana przeciw egzaltacjom i modom tzw. „salonów”: „Doprawdy nie wiem, jak tu chwilę dobić,/ Nudy mię biorą najszczersze;/ Co by tu na to, proszę Pani, zrobić/ Czy pisać prozę, czy wiersze? (…)/ Lub jeszcze lepiej – znam dzielniejszy sposób/ Przeciw tej nudzie przeklętéj:/ Zapomnieć ludzi, a bywać u osób,/ – Krawat mieć ślicznie zapięty!...”.

„Po balu”: nostalgicznie i ze smutkiem. Należy oddać De Press, że świetnie potrafi się znaleźć także w tak łagodnej, melancholijnej stylistyce. „Kwiatu listek, upuszczony tam,/ Papierową szepnął mi coś wargą,/ wśród salonu pustego sam i sam;/ Rosa jemu i świt byłyż skargą?/ Otworzyłem okna z drżeniem szkła,/ Że aż gmachem wstrząsła moja siła:/ Z kandelabrów jedna spadła łza – – (…) Ale i ta jedna – z wosku była”.

„Czy podam się o amnestię?”, wiersz o podtekście politycznym, opublikowany został po raz pierwszy w… 1931 roku. Utwór powstał jako odpowiedź na ukaz Aleksandra II, datowany na 27 maja 1856, „umożliwiający politycznym emigrantom powrót (…). Jego szczegóły były jednak uwłaczające godności zainteresowanych: to rosyjska ambasada w Paryżu miała imiennie decydować, kto może wrócić do kraju (…)”. Norwid hardy: „Więc nie pytajcie mię,  c z y l i  p o w r ó c ę?/ Więc nie pytajcie mnie,  g d z i e  s i ę  p o d z i e j ę?/ Jam z tych poetów, co nie słówka nucę,/ Ja to, co śpiewam, żyję i boleję…”.

„Psalm wigilii”, wiersz pisany dla x. Hieronima Kajsiewicza, zmartwychwstańca, datowany „przed rozpoczęciem Nowego Roku 1848”. Sam Norwid chciał wstąpić do tego nowopowstałego, polskiego zgromadzenia zakonnego, „polskich ultramontan”, ale zmartwychwstańcy mu odmówili, ze względu na trudny charakter i sposób życia poety. W aranżacji De Press „Psalm” brzmi niczym podniosły hymn, hymn cierpiącego narodu wyśpiewany Bogu: „Do Ciebie Ojcze-Ojczyzn, się podnosim/ W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,/ I w tej nadziei, co po skrzydeł osiém/ Przybiera co dzień, i w płaczu ustawnym/ I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim./ O, dzięki Tobie za Państwo-boleści/ I za męczeńskich-k o r o n  rozmnożenie,/ I za wylaną czarę  s z l a c h e t n o ś c i/ Na lud, któremu imię jest – cierpienie –/ I za otwarcie bram… nieskończoności!”.

„Do spółczesnych”: wiersz z listopada 1867 roku, z którego pochodzi znana fraza norwidowska, tycząca Polski: „Kraj! – – gdzie każdy-czyn za wcześnie wschodzi,/ Ale książka-każda… za późno!”. Utwór stylistycznie odległy od większości twórczości De Press, przesycony dźwiękami instrumentów klawiszowych i dziwnym, smętnym zaśpiewem. „Och! wy – którzy śpiewacie  k r w a w o  i  p o ż a r n i e,/ Kiedyż? … zrozumiecie sąd?/ Żyć wy radzi w dziejach, lecz żaden nie wie,/ Że cali urośliście w krwi-ulewie,/ Czyści i matematyczni, jak błąd!”.

De Press i jego wokaliście, Andrzejowi Dziubkowi, pozostaje życzyć, by po „Rebeliantach” i „Gromach i pyłkach” znalazł czas i siły na kolejne wyzwanie, godne tych dwóch albumów. Bo w ich przypadku spełnia się słowo Wajdeloty z mickiewiczowskiego „Konrada Wallenroda” o pieśni, która jest arką przymierza „między dawnymi i młodszymi laty”.  I więcej jeszcze: „Płomień rozgryzie malowane dzieje,/ Skarby mieczowi spustoszą złodzieje,/ Pieśń ujdzie cało”. Tak, pieśń ujdzie cało i pozostanie w pamięci człowieka i w kulturze jego narodu. Także w kulturze masowej.

Krzysztof Wołodźko

Stały współpracownik Magazynu "Obywatel", redaktor Salon24.pl. Prowadzi bloga Consolamentum.salon24.pl

Lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

De Press, Norwid. Gromy i Pyłki.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »