Davies twierdzi, że nie ma nic dziwnego w tym, że Polacy są podzieleni, ale niepokoi go fakt, iż jedna grupa poszła po "bardzo radykalnej linii, która ma ją oddzielić od reszty Polaków, zrobić z niej wybrańców". Historyk wyjaśnia, że ma na myśli - przede wszystkim - "cyniczną próbę stworzenia nowej mitologii, która w znikomym stopniu opiera się na faktach, a wywodzi się przede wszystkim ze światopoglądu tej grupy". - Oni są przekonani, że to oni są narodem. A jako naród mają prawo decydować, jaka naprawdę była historia, i kto do Polaków się zalicza - twierdzi Davies.


Davies uważa, że właśnie na tym polega świadoma manipulacja liderów politycznych swoimi zwolennikami, którzy głęboko we wszystko wierzą. - Mało rozumieją z tego, co się wydarzyło po 1989 roku, mają poczucie przegranej i oczekują pocieszenia. Dlatego tak trudno z nimi rozmawiać - mówi historyk.

Pytany, jak ocenia popularne ostatnio określenie "lemingi" Davies przekonuje, że jest w tym "jedna przykra rzecz". - Wyborcy dwóch głównych partii wywodzą się w dużej mierze z tych samych źródeł, z "Solidarności". Ale wyborcy PiS napadają bardzo gwałtownie nie na dawnych komunistów, tylko raczej na dawnych kolegów z Solidarności - grzmi historyk. Jego zdaniem rola PiS jest przeceniania, a większość ludzi nie jest już w stanie brać ich na poważnie. - Mam poczucie, że ten balon w końcu pęknie - mówi Davis i podkreśla, że abp Michalik skrytykował teorię o zamachu w Smoleńsku. - Bez poparcia Kościoła ta herezja nie przeżyje - puentuje historyk.

 

AM/Newsweek/Wp.pl