Mormoni znani są z tego, że chrzczą martwych Żydów. Wcześniej zrobili to z Davidem Ben-Gurionem, Teodorem Herzlem, Anną Frank i Albertem Einsteinem. Wiele środowisk żydowskich protestuje przeciwko takim praktykom powołując się na podpisane w 1995 roku porozumienie z Kościołem Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, zakazujące tego rodzaju praktyk. Według mormonów każdy, kto nie przyjął ich religii za życia - powinien być ochrzczony po śmierci, tak by po drugiej stronie móc zdecydować, kim chce być. Zgodnie z tym stanowiskiem tysiące przodków obecnie żyjących mormonów jest identyfikowanych na podstawie dokumentów, a później chrzczonych w czasie sekretnej ceremonii.



Teraz Wiesel, który sam jest Żydem ocalonym z Zagłady, zwrócił się ze swą prośbą razem z przedstawicielem Centrum Simona Wiesenthala.  Rzeczniczka kampanii prezydenckiej Romney'a odmówiła komentarzy w tej sprawie. Jednak rzecznik mormonów Michael Purdy powiedział, że chrzest rodziców Wiesentala był „indywidualnym aktem dokonanym bez upoważnienia kierownictwa Kościoła”. Dodał przy tym, że było to niezgodne z naukami kościoła i zawieszono osoby odpowiedzialne za to. Wiesel powiedział, że nie ma pretensji do Romneya jednak jest on teraz „najsłynniejszym mormonem w Ameryce” i powinien coś z tym zrobić.



Niewielka w sumie awantura z wielkim autorytetem jakim w USA jest Wiesel, może być kolejnym problemem dla Romneya, który w sondażach zaczyna przegrywać już z Rickiem Santorum i może mieć obawy przed marcowym „super wtorkiem”. Ostatnio w USA media pokazują coraz więcej absurdów kościoła mormońskiego i można podejrzewać, że Amerykanie rzeczywiście będą się bali powierzyć stery rządów sekciarzowi. Istnieje obawa, że niektórzy konserwatyści mogą nawet zagłosować na oficjalnego chrześcijanina Obamę niż na członka kościoła uznanego również przez Watykan za sektę.


 
Ł.A/Washington Post