Teraz dopiero „prawda czasu" wychodzi na jaw.
Okazuje się, że wielomilionowego ruchu Solidarności właściwie NIE było. Był tylko jeden człowiek - L. Wałęsa, a reszta „nic wtedy nie znaczyła i dziś też nie znaczy".
L. Wałęsa wreszcie „przyznał się", że to ON SAM z pewnym udziałem pana generała z SB Kiszczakiem "obalił w Polsce komunizm".
Żona generała, pani Marysia, jak wreszcie ujawnili też z kolei postkomuniści, od dawna jest członkiem PIS (a wcześniej była też w Solidarności).
Z kolei, żona generała też „przyznała się", że to jej mąż, Czesław, „kierując Wałęsą" obalił komunizm w Polsce i jest „największym polskim patriotą".
Czyli, POKOJOWY NOBEL dla państwa KISZCZAKÓW, ich SZAFY i SB. I dla ich pomocników, którzy „tak pięknie" podzielili władzę w 1989 roku, bo słowa dotrzymali. „Lechu" został kimś, a pan generał też został... A drugi pan generał został „człowiekiem honoru".
POKOJOWY NOBEL więc dla KISZCZAKÓW, ich SZAFY, Służby Bezpieczeństwa i Redaktora!
Dość tego kłamstwa! Stańmy wreszcie w PRAWDZIE!
Ona sama, cuchnąca właśnie wylazła na wierzch.
PS. Ale niektóre aktorki i politycy nie przyznali się jednak sami. Wydały ich ich własne listy, które razem z „Bolkiem” też wypadły z szafy Kiszczaka.
Krystyna Pawłowicz
