Coraz częściej usłyszeć można o zbliżającym się terminie premiery najnowszego filmy Larsa Von Triera pt Nimfomanka. Film ma szokować, ekscytować, ma łamać rzekomo nieaktualne już granicę ludzkiej przyzwoitości. Media z wypiekami na kamerach donosiły, że w filmie gwiazdy będą uprawiać naprawdę seks! Zero imitacji, zero udawania, tylko naga prawda. Ostatnio okazało się jednak, że termin premiery się oddała z racji na nawał pracy jaki przypadł produkcji, a zwłaszcza specom od efektów specjalnych. Muszą bowiem dokonać połączenia ciał, połączenia. ale w wymiarze elektronicznym. Znane gwiazdy nie będą bowiem uprawiać seksu na ekranie, będą udawać, za to ich dublerzy, profesjonalni pornoartyści oddadzą się przed kamera rozkoszy. Obrazy zostaną połączone.
Cały szum wokół filmu jest nieco nowym zjawiskiem. Okazuje się bowiem, że można nakręcić film porno i jednocześnie przedawać go jako dzieło sztuki. Zatrudnia się dwa rodzaje aktorów specjalizujących się w grze słów i grze ciała, dołącza się jako taką fabułę, skleja wszystko słynnym nazwiskiem i gotowe. Nieśmiało przy tej okazji warto się zapytać: czym to nie pokazane jeszcze dzieło różni się od różowych filmów specjalizujących się w pokazywaniu człowieka jak zwyczajnej rzeczy? Jaką wartość ma film, który buduje całą swoją atrakcyjność na skandalu i ekscytującym, tanim przerażeniu? Jakimi kryteriami kieruje się reżyser, który w taki sposób dzięki aktorów?
Wszystko wskazuje że powstaje, kolejny wulgarny film, w którym główną rolę odgrywa kilka ludzkich narządów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po premierze nie jeden filmowy ekspert wypowiadać się będzie nad potencjalnym artyzmem owego obrazu. Będzie mnóstwo porównań, analiz, opinii, popłynie tysiące niepotrzebnych słów. Zapewne nie jeden reżyser porno z zawiścią krzyczeć będzie: A dlaczego o mnie nie gadają? No właśnie dlaczego? Przecież on też się starał wpleść jakąś treść do filmu. U niego też grają aktorzy, którzy, skąpo ubrani muszą nauczyć się skąpych dialogów.
W dzisiejszym, modnym społeczeństwie coraz więcej ekspertów stara się ubrać zło w artystyczne ciuszki, dorabia się konwencję, używa się przy tym tysiące sformułowań niezrozumiałych dla większości osób. A zło jak było złe, tak złe pozostaje. Za pewien czas na ekrany kin wejdzie zapewne film Nimfomanka. Będzie kolejnym obrazem, który twierdzi, ze człowiek może bez żadnych obaw łamać wszelkie granice ludzkiej przyzwoitości. Nie wiem czy Lars von Trier ma córkę, ale zastanawiam się, w której grupie aktorów chciałby by się ewentualnie znalazła.
Błażej J. Kmieciak
